Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal. Pokaż wszystkie posty

Nowości w drogeriach Rossmann, na które warto zwrócić uwagę

Każdego miesiąca drogerie Rossmann wprowadzają do sprzedaży multum nowości, które kuszą nas ze wszystkich stron. Co jednak wrzucić do koszyka, jeśli produkt, który nas interesuje nie ma jeszcze żadnych opinii w internecie? Dziś postaram się Wam pomóc i przedstawić kosmetyki, które przetestowałam i z czystym sumieniem mogę polecić :)
 

Nie jest tego dużo, ale mam nadzieję, że każda z Was znajdzie tu coś dla siebie :) Kosmetyki starałam się podzielić tematycznie i choć wiem, że nie do końca mi się to udało, wierzę, że post będzie czytelny i przejrzysty. Zapraszam do lektury!



Zacznijmy od twarzy. Na pierwszy ogień pójdzie nowa formuła korektora i podkładu Healthy Mix od Bourjois. Choć oba nie zyskały miana moich ulubieńców, to i tak uważam, że są naprawdę świetne, szczególnie dla cer suchych. Dają bardzo fajny efekt subtelnego rozświetlenia, kryją w stopniu średnim, ale najważniejsze jest to, że idealnie nawilżają skórę. Już przy nakładaniu czuć, że mamy do czynienia z podkładem odżywczym. Jedyne zastrzeżenia mam co do koloru - na pewno różnią się od poprzednich, więc przy zakupie najpierw skorzystajcie z testerów. 

Świetny okazał się BANANA Loose Powder marki Wibo. Jest idealnie żółty, drobniutko zmielony, miękki i jedwabisty. Wygładza cerę, matuje na długi czas i dobrze współgra z różnego rodzaju podkładami. Nadaje się do metody bakingu (i tak też go stosuję na co dzień), ale nałożony na całą twarz też wygląda dobrze. Edit: zapomniałam napisać, że pięknie pachnie bananami! <3

Jeśli chodzi o pielęgnację, ostatnio zachwyciło mnie działanie serum Bielenda Neuro Glicol + Vit. C. Jest przeznaczone do cery tłustej, mieszanej, z rozszerzonymi porami, przebarwieniami i objawami utraty jędrności. Nałożone na noc wygładza, zmniejsza widoczność porów i pomaga w pozbyciu się niespodzianek. Mimo, że to produkt z kwasami, nie powoduje dużego łuszczenia się skóry i nie przesusza. Śmiem rzec, że jest nawet lepszy od toniku z Norel, który bardzo lubiłam zeszłej zimy. Gdy już jesteśmy przy Bielendzie, polecam spróbować Olejku Różanego zamkniętego w małym słoiczku z pipetą :) Odżywia skórę, widocznie nawilża i wygładza. Doceniłam jego działanie szczególnie podczas mrozów - nie zapchał i nie powodował szybszego przetłuszczania się cery. Najlepszy produkt (jeśli chodzi o skład) z całej różanej serii tej marki. 
  

Narażone na mróz dłonie stały się szorstkie i przesuszone. Wtedy ulgę przyniósł mi krem Smooth Care od NIVEA. Jest gęsty i treściwy, ale szybko się wchłania i nie zostawia tłustej warstwy. Rzeczywiście, widocznie wygładza i nawilża skórę dłoni, a przy tym bardzo ładnie i nienachalnie pachnie ;)

Postanowiłam również wspomnieć Wam o wszechobecnych maseczkach do twarzy L'Oreal. Najbardziej lubię czarną i zieloną, bo mocno oczyszczają skórę, ale nie przesuszają jej i nie powodują uczucia ściągnięcia. Maski w słoiku to świetne rozwiązanie - na pewno wystarczą na więcej użyć, niż sugeruje producent, a nie musimy się babrać z saszetkami :) Są to maseczki zastygające, bo mają w składach glinki, więc mogą trochę ubrudzić umywalkę przy zmywaniu (szczególnie czarna :P). Ich świetne działanie zrekompensuje Wam jednak tę niewielką wadę. Często można dorwać je w promocji, co z pewnością wychodzi korzystniej, niż kupowanie masek w saszetkach.   



Czas na nowości włosowe :) Świetne dla moich włosów okazały się Esencja i Eliksir Czarna Orchidea WS Academy, sygnowane nazwiskami dwóch fryzjerskich gwiazd, znanych z programu "Ostre cięcie" :) Nie byłabym sobą, gdybym na początku nie wspomniała o zapachu - zarówno szampon, jak i maska przypominają mi mój ulubiony Angel od Thierry'ego Muglera, a musicie wiedzieć, że zapach dłuuuugo utrzymuje się na włosach! Szampon jest delikatny, ale dobrze oczyszcza włosy i nie przesusza ich, a nawet powiedziałabym, że nawilża i wygładza. W połączeniu z maską (którą można nakładać zarówno na 10 minut, jak i bez spłukiwania, w formie balsamu) dają naprawdę świetny efekt. Włosy są gładkie, miękkie i błyszczące, jak po wyjściu z salonu.

Dopełnieniem tych dwóch produktów okazał się Fluid termoochronny Franck Provost. Jego niewielka ilość sprawia, że włosy stają się elastyczne, miękkie, gładkie, a końcówki cudem przestały się puszyć, nawet po kontakcie z szalikiem i czapką. Nie należy do najtańszych, ale tuba o pojemności 150 ml wystarczy spokojnie na kilka miesięcy regularnego używania. Włosy nie niszczą się po użyciu suszarki i prostownicy, przestały się kruszyć i wyglądają zdrowiej - zdecydowanie polecam!
        

Płyn micelarny L'Oreal do cery normalnej i mieszanej zdetronizował mojego ulubionego Garniera z olejkiem. Ogromna butla wystarczy mi chyba na rok, a płyn mimo tego, że jest delikatny, świetnie radzi sobie z usuwaniem zarówno makijażu twarzy, jak i oczu. Nie powoduje szczypania i podrażnień, nie przesusza skóry i nie jest tłusty. Nadaje się również do odświeżania twarzy w ciągu dnia, zamiast toniku. Spróbuję jeszcze wersji do cery suchej i wrażliwej :)

Nawilżający balsam do ciała w sprayu DERMISS to coś dla takich leni jak ja, które nie lubią się balsamować zimą. Atomizer rozprowadza na skórze delikatną piankę, która nie dość, że błyskawicznie się wchłania, to widocznie nawilża skórę i nie zostawia lepkiego filmu. Sam sposób aplikacji balsamu jest mega higieniczny i wygodny, a przede wszystkim szybki - od razu po kąpieli możemy się ubrać i wskoczyć do łóżka :)

Musiałam też wspomnieć o nowym Antybakteryjnym mydle CAREX (tutaj wersja nawilżająca), które okazało się idealne do mycia Beauty Blendera i pędzli. Jest lepsze niż olejek z Isany, a nawet oryginalne mydełko BB. Usuwa nawet ciężkie, mocno kryjące kosmetyki, a mycie pędzli trwa 3 razy krócej, niż normalnie. No i jest antybakteryjne, więc nie martwię się o higienę podczas makijażu.
 

Na koniec coś, co zimą gości w mojej pielęgnacji twarzy bardzo często, czyli maseczki. Ostatnio polubiłam multimasking, czyli nakładanie dwóch rodzajów masek na poszczególne partie twarzy - tutaj świetnie sprawdziły się produkty marki AA i MultiBiomask (te drugie przepięknie pachną). Jeśli jednak miałam więcej czasu, pozwalałam sobie na 3-etapowy program normalizujący od Dermiki, składający się z korundowego peelingu, esencji odżywczej i maski algowej. Po takim zabiegu skóra jest mięciutka, gładka i nawilżona, a pory mniej widoczne. Myślę, że przy regularnym stosowaniu efekty byłyby jeszcze lepsze. 

Następny post z tej serii pojawi się zapewne za parę miesięcy, kiedy znów nazbieram wystarczającą ilość kosmetyków godnych polecenia :) Które z nowości wpadły Wam w oko? A może testowałyście już któreś z nich?



Co w Rossmannie piszczy - Program Nowości #6

Postów z pudełkami z Programu Nowości drogerii Rossmann już dawno u mnie nie było, ale to tylko dlatego, że ze względu na brak czasu i możliwości ślęczenia całymi dniami przed komputerem, trafiały mi się same zestawy uniwersalne i 50+... No, po prostu nie miałam za bardzo czego pokazywać ;)  

W tym miesiącu jednak opatrzność nade mną czuwała i udało mi się upolować zestaw z kategorii wiekowej 20+. Produktów jest tylko 6, ale wszystkie z pewnością mi się przydadzą, więc jestem zadowolona z zawartości. 

Nie ma perfum, nie ma kolorówki, jest sama pielęgnacja i produkty "higieniczne", jak ja to nazywam, czyt. maszynka do golenia i płyn do płukania jamy ustnej. Z pielęgnacją ciała u mnie cienko, bo mam otwartych chyba z 10 produktów, ale jakoś dam radę, tym bardziej, że jestem mega ciekawa, jak się u mnie sprawdzą nowości.  

Zapraszam do oglądania!


L'Oréal Paris, maska z glinką, rozświetlająca, 34,99 zł/50 ml

Po raz pierwszy laboratoria L'Oréal Paris wyselekcjonowały 3 mineralne glinki i połączyły je z ekstraktem z węglem, tworząc wyjątkową, kremową formułę, która oczyszcza skórę z toksyn i przywraca jej blask. 
Widoczne rezultaty:
- natychmiast: skóra jest oczyszczona i pełna blasku,
- po tygodniu: skóra jest bardziej świeża i rozświetlona,
- dzień po dniu: skóra oddycha i jest widocznie piękniejsza.

Sądząc po konsystencji i kolorze, czuję że to będzie coś baaaardzo oczyszczającego, coś w stylu czarnej maski popularnej na Aliexpress. Ładnie pachnie, ma gęstą, ale jedwabistą i gładką konsystencję, świetnie rozprowadza się na skórze i szybko zasycha. Po jednym użyciu nie mogę stwierdzić, czy efekty będą się dłużej utrzymywać, ale powiem Wam: jest moc! 

Listerine, Green Tea, płyn do jamy ustnej, przeciw próchnicy, 17,99 zł/500 ml

Płyn do płukania jamy ustnej Green Tea z dodatkiem fluorku, z olejkami eterycznymi i ekstraktem z zielonej herbaty wzmacnia szkliwo zębów. usuwa bakterie, a także odświeża oddech, pozostawiając naturalny smak zielonej herbaty.

Polubiłam go od pierwszego użycia! Głównie ze względu na smak - delikatny, ziołowy, rzeczywiście jak zielona herbata, tylko taka z puszki, nie samoróbka. Nie podrażnia moich wrażliwych dziąseł i nie powoduje szczypania, a mimo tego czuć, że zęby i cała jama ustna jest oczyszczona i odświeżona.

Isana Young, plastry oczyszczające, 8,99 zł/3 szt.

Plasterki przeciw wypryskom sprawiają, że Twoja skóra w ciągu kilku minut staje się wyraźnie czystsza. Dzięki formule przeciwbakteryjnej z kwasem salicylowym ograniczone zostaje rozmnażanie się bakterii powodujących wypryski. W ten sposób można zapobiegać powstawaniu wyprysków i zaskórników.

Mam nadzieję, że wyciągną chociaż kilka czarnych wągrów z nosa, bo moje dotychczasowe doświadczenia z tego typu plastrami były raczej mało udane. Pierwsza próba dziś wieczorem, mam nadzieję, że będzie ok ;)

Eveline Cosmetics, Oils of Nature, suchy olejek + nawilżające serum, 7w1 do twarzy i ciała, 14,99 zł/125 ml

Sekretem niezwykłej skuteczności OILS OF NATURE jest unikalna technologia DRY OIL SENSATION łącząca suchy olejek z silnie pielęgnującym serum. Zaawansowane formuły wykorzystują dobroczynny wpływ olejków na skórę, bez tłustego filmu i uczucia lepkości! SUCHY OLEJEK + SERUM NAWILŻAJĄCE na bazie 7 naturalnych olejków doskonale regeneruje, odżywia i pielęgnuje ciało i twarz: - RUMIANEK + ROZMARYN ujędrniają, uelastyczniają oraz pobudzają mikrokrążenie, dzięki czemu poprawiają koloryt skóry, - LAWENDA + SŁONECZNIK + SOJA silnie nawilżają, łagodzą podrażnienia i przynoszą ulgę nawet silnie przesuszonej skórze, - NAGIETEK + ARGAN regenerują strukturę skóry oraz przywracają jej aksamitną miękkość i gładkość. WITAMINA E chroni skórę przed negatywnym wpływem wolnych rodników, hamuje procesy starzenia i na dłużej zachowuje młody wygląd skóry.

Grr, nie lubię tych produktów milion w 1 i opisów, których czytanie zajmuje bite 20 minut :D No, ale ten olejek tak pięknie pachnie i tak szybko się wchłania, że mogę wybaczyć marce Eveline kolejny nietakt. Mam nadzieję, że nawilży dogłębnie moje suche jak wiór nogi, bo mimo fajnego składu, nie zamierzam tego cuda nakładać na twarz.

Le Petit Marseillais, odżywianie, mleczko nawilżające, bardzo sucha skóra, 21,99 zł/400 ml

Odkryj sekret urody kobiet z obszaru Morza Śródziemnego. By spełnić potrzeby bardzo suchej skóry, Le Petit Marseillais stworzył idealną kompozycję - połączył trzy wyjątkowe składniki z Południa: cudowne masło Shea, które odżywia i optymalnie nawilża, niezwykły olejek arganowy, magicznie wygładzający skórę, oraz wspomagające ich działanie słodkie migdały. Dzięki lekkiej konsystencji mleczko nawilżające Le Petit Marseillais w jednej chwili wnika w głąb skóry, spełniając jej potrzeby i zapewniając komfort. Twoja skóra relaksuje się - jest miękka, nawilżona i cudownie pachnąca.

To mleczko było już w Rossmannach, tylko w mniejszej pojemności. Zbierało całkiem fajne recenzje, ale mnie do tej pory nie było go dane przetestować ;) Pachnie naprawdę świetnie i ma lejącą, lekką konsystencję, więc mam nadzieję, że się polubimy. Tym bardziej, że ostatnimi czasy cenię sobie takie "szybkie" zabiegi nawilżające :D


Wilkinson, Quattro For Women, maszynka do golenia dla kobiet, 34,99 zł/4 szt.

Idealnie gładkie, szybkie i przyjemne golenie. 4 ostrza na ruchomej główce zapewniają idealnie gładkie golenie Kratka ochronna na ostrzach chroni przed zacięciami. Pasek nawilżający z ekstraktem z papai i proszkiem perłowym odżywia skórę. Pasek napinający skórę ułatwia dokładne golenie. Wygodna, gumowana rączka zapewnia precyzję ruchów.

I na koniec produkt, z którego cieszę się najbardziej ;) Uwielbiam maszynki Wilkinson Quattro, bo jako jedyne powodują, że po depilacji łazienka nie wygląda jak ubojnia chwilę po zarzynaniu świniaka. Cztery ostrza to jednak to, co jest mi potrzebne do szczęścia. Rączka jest jakby gumowa i nie ślizga się w dłoni, a główka dopasowuje się do naturalnych kształtów ciała. Ciekawa jestem, na ile wystarczy mi jeden wkład, ale obstawiam, że około miesiąca :P

Co wpadło Wam w oko? O której z nowości chciałybyście poczytać na blogu?

  

Ulubieńcy ostatnich miesięcy - ZIMA 2015/16

Czytając Wasze odpowiedzi na pytanie konkursowe (do końca tygodnia możecie zgłaszać się TUTAJ), uświadomiłam sobie, że zbyt rzadko robię posty z ulubieńcami :) Niektóre z blogerek piszą o swoich ulubionych kosmetykach co miesiąc, ale u mnie coś takiego nie miałoby racji bytu. Powody są dwa. Po pierwsze: nie każdego miesiąca znajduję produkty warte uwagi, takie, które wyróżniają się spośród innych i o których koniecznie muszę Wam napisać. Po drugie: moja pielęgnacja twarzy jest dość nudna i monotonna, bo z racji tego, że ciągle jeszcze przechodzę kurację izotretynoiną, muszę uważać na to, czego używam. 

Ale, ale! Obiecuję poprawę i postaram się chociaż raz na kilka miesięcy pokazać Wam kosmetyki, które skradły moje serce i zaskoczyły pozytywnym działaniem. Chciałam nagrać film z ulubieńcami, ale światło (a raczej jego brak) skłoniło mnie do tradycyjnej formy przekazu, czyli zdjęcia + krótkie recenzje. Może i wyszedł z tego tasiemiec, ale skoro lubicie oglądać i czytać o kosmetycznych perełkach, raczej nie będziecie się nudzić :)


Żeby było Wam łatwiej przebrnąć przez ten post, podzieliłam kosmetyki tematycznie. Zacznę od pielęgnacji twarzy, potem pielęgnacja włosów i ciała, a na końcu kolorówka. Jeśli chodzi o twarz, zimą skupiłam się na nawilżaniu, a także usuwaniu przebarwień i blizn potrądzikowych. Pojawiły się kwasy, dwa fajne kremy oraz serum z cytryną i bursztynem ;)


FARMONA, AmberRay, Multifunkcyjne serum rozjaśniające
Serum stosuję rano, pod krem i podkład. Moja skóra jest po nim tak gładziutka, że nie mogę przestać jej dotykać ;) Przebarwienia są troszkę jaśniejsze, ale nie wiem, na ile to zasługa tego serum, a na ile kwasów. Wiem jednak, że produkt dość przyzwoicie nawilża, wygładza i zmiękcza skórę, idealnie nadaje się pod makijaż, nie zapycha i nie powoduje podrażnień. 

VIANEK, Nawilżający krem pod oczy z ekstraktem z lnu
Gdy skończył się mój ulubieniec z Resibo, jego miejsce zajęła nowość na polskim rynku, którą znalazłam w jednym z ShinyBoxów. Krem będzie zbyt delikatny dla wymagającej skóry pod oczami, ale dla mnie jest idealny. Nawilża, wygładza, delikatnie redukuje cienie i opuchliznę, a korektor nałożony bezpośrednio na ten krem wygląda dobrze i nie zbiera się w załamaniach. 

DERMIKA, Hydralogic, Krem hydra-matujący
To nowość, która dopiero pojawia się w drogeriach. Co prawda krem przeznaczony jest dla Pań w wieku 30+, a mnie trochę do trzydziestki brakuje, ale ja ograniczenia wiekowe zawsze traktuję z przymrużeniem oka :) Fajny krem na dzień, z niezłym składem, z trochę wyższej półki cenowej. Moja cera bardzo się z nim polubiła, głównie ze względu na to, że głęboko i wyraźnie nawilża, a jednocześnie matuje. Jako posiadaczka skóry mieszanej, skłonnej do nadmiernego błyszczenia, jestem zadowolona z jego działania. 


NOREL, Mandelic Acid, Tonik żelowy z kwasem migdałowym
Hit blogosfery, który sprawdził się także i u mnie. Stosuję go nie tylko na twarz, ale także na dekolt i ramiona. Nie spodziewajcie się wielkiego łuszczenia, bo stężenie kwasu to tylko 6% - to kosmetyk bardziej nawilżająco - wygładzający. Radzi sobie z przebarwieniami, świetnie wygładza, przyspiesza gojenie się wyprysków, a nawet ruszył moje zamknięte zaskórniki, co uważam za wielki sukces :) Lubię go i myślę, że zostanie ze mną na dłużej. 

GLYSKINCARE, Gentle Cleanser, Delikatny płyn do mycia twarzy
Kremowy, jedwabisty, po prostu idealny w konsystencji kosmetyk, który delikatnie (jak sama nazwa wskazuje) oczyszcza cerę i przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Drogi, ale mega wydajny i tak świetny w swym działaniu, że jestem skłonna kupić sobie drugą butelkę :) Twarz po jego użyciu nie jest ściągnięta, a przyjemnie gładka i nawilżona. Zazwyczaj po jego użyciu nakładam krok drugi - emulsję z kwasem glikolowym i mam wrażenie, że skóra wtedy mniej szczypie. 


Jeśli chodzi o włosy, zimą przeprosiłam się z kosmetykami drogeryjnymi. I wcale tego nie żałuję :) W ulubieńcach znalazł się też suchy szampon, którego zużywam już trzecie opakowanie, a także maska, którą na początku chciałam wyrzucić do kosza...


OLIVOLIO, Maska do włosów z witaminami PP i H
Bogata, gęsta, zbita konsystencja i niezbyt przyjemny zapach - tyle mogłam o niej powiedzieć na początku użytkowania. Totalnie nie sprawdziła się na moich włosach latem. Wtedy robiła mi jeden wielki puch, utrudniała rozczesywanie i wcale, ale to wcale nie odżywiała. Teraz moje włosy po jej użyciu wyglądają jak z reklamy :) Idealna, lejąca, miękka, błyszcząca tafla. Cudo!

FARMONA, Herbal Care, Szampon dziegieć
Myślałam, że to będzie zwykły szampon, dobry do zmywania olejów i głębszego oczyszczania włosów. Myślałam, że będzie wymagał dobrej maski i jeszcze lepszego serum do końców, bo będzie mi robił siano na głowie. Myślałam, że się u mnie nie sprawdzi. O, jak bardzo się myliłam :) Jedyne, co mogę mu zarzucić, to niezbyt przyjemny zapach, ale tak pachną wszystkie kosmetyki z dziegciem. Świetnie oczyszcza, koi moją łojotokową skórę, przedłuża świeżość włosów i wcale nie wysusza. Dobry do codziennego, częstego stosowania.


BATISTE, Suchy szampon, Medium & Brunette
Odkąd wróciłam do naturalnego koloru włosów, ta wersja Batiste jest ze mną na co dzień. Zużywam już trzecie jego opakowanie i uważam, że jest lepszy od wersji bez koloru :) Ma chłodny odcień ciemnego blondu, nie bieli i nie odznacza się na włosach. Nie powoduje również swędzenia skóry, co w przypadku tradycyjnych Batiste niestety się zdarzało.

ELSEVE, Olejek w kremie
Pięknie pachnący balsam w kremie, która dobrze dociąża i wygładza niesforne końce. Traktuję go jako odżywkę bez spłukiwania, która ułatwi mi rozczesywanie i pomoże ułożyć fryzurę. Nie puszy włosów, nie obciąża, a w składzie ma naturalne olejki, które nawilżają i odżywiają włosy. 

DOVE Advanced, Serum Quench Absolute
Dość drogie jak na kosmetyk drogeryjny serum, przeznaczone do loków i fal, które idealnie wygładza i nawilża włosy, a dodatkowo podkreśla skręt. Nie mam co prawda włosów kręconych, tylko falowane, ale ten produkt sprawdza się u mnie świetnie. Fale/loki są elastyczne i sprężyste, a włosy gładkie i jedwabiście miękkie. Jak na serum, butelka ma dużą pojemność (100 ml), więc uważam, że taka inwestycja się opłaca ;)


ELFA PHARM, O'Herbal, Szampon i odżywka zwiększające objętość 
Nowości od Elfa Pharm w dużych, półlitrowych opakowaniach, z całkiem fajnymi składami :) Moja wersja zwiększająca objętość ma wyciąg z arniki, który jest główną substancją aktywną. Szampon dobrze oczyszcza, jednocześnie nadając objętości i nie wysuszając włosów, a odżywka wygładza i nawilża. Wydajne, niedrogie, świeżo pachnące. Jak dla mnie OK :)


W pielęgnacji ciała królowały złuszczające, gruboziarniste peelingi, a także nawilżające, bogate masła i kremy. Zazwyczaj w takim zestawieniu nie prezentowałam żadnych kosmetyków myjących, ale teraz trafiłam na prawdziwą perełkę - musicie się o niej dowiedzieć!


LIRENE, Beauty Collection, Peeling mango i kokos
Choć kokos z nazwy jest drobnoziarnisty, to uwierzcie mi, że drobinki są naprawdę duże i ostre - w końcu to sól :) Mocne i aromatyczne zdzieraki uwielbiam, a te spełniają swoją rolę. Usuwają martwy naskórek, nie podrażniają, nie wysuszają i nie rozpuszczają się w ekspresowym tempie. Są niedrogie i łatwo dostępne - to lubię! 

PHARMACERIS E, Emolientowy żel do mycia ciała
Kosmetyk apteczny, przeznaczony do skóry bardzo suchej. Jedyny żel pod prysznic, który głęboko, widocznie nawilża i zmiękcza, jednocześnie łagodząc podrażnienia. Po kąpieli z jego użyciem nie musiałam już używać żadnego balsamu, ani masła. Skóra jest mięciutka i gładka, jak po kąpieli w olejkach. Prawdziwe zbawienie podczas mrozów, gdy skóra jest odwodniona i mega przesuszona. Jedyne, co mi się nie podoba, to jego zapach. Na szczęście nie jest wyczuwalny po spłukaniu :)


OLIVOLIO, Masło do ciała z olejem arganowym
Tak, jak moje włosy nie dogadują się z arganem, tak ciało wprost przeciwnie. Pokochałam to zbite, gęste masło, którego potrzeba naprawdę niewiele do jednokrotnego użycia. Pachnie pięknie - orientalnie, aromatycznie, naturalnie. Wchłania się błyskawicznie, pozostawiając skórę odżywioną, ukojoną i głęboko nawilżoną. Idealne właśnie teraz, zimą, bo na lato może być za ciężkie i pozostawiać lepką warstwę. Pełna recenzja pojawi się na blogu niebawem :)

EVREE, Instant Help, Krem ratunek dla rąk
Kolejny hit od Evree, który mogę polecić każdej kobiecie dbającej o swoje dłonie. Teraz, gdy w pracy mam kontakt z chemią, moja skóra dłoni jest w stanie opłakanym. W połączeniu z mrozami dochodzi jeszcze uczucie szorstkości i pękanie. Instant Help poradził sobie z tym problemem w ciągu paru dni. Nawilża, łagodzi podrażnienia, uczucie ściągnięcia i szczypania, a w dodatku ładnie pachnie i ma bogaty skład.


Na koniec oczywiście kategoria najczęściej obfitująca w ulubieńców, czyli kolorówka :) Zimą mój makijaż opierał się na mocniejszym tuszowaniu rzęs, rozświetleniu cery, lekkich podkładach i ciemnych, matowych ustach. 


MAYBELLINE, Master Ink, Eyeliner w pędzelku
Tak się przyzwyczaiłam do pisaków, że już prawie zapomniałam o linerach w pędzelku. Pisakami łatwiej było mi się obsłużyć, dopóki nie trafiła do mnie nowość od Maybelline. Głęboka, smolista czerń, precyzyjny pędzelek, świetna trwałość i błyszcząca formuła sprawiły, że pisaki poszły w odstawkę :P Bardzo łatwo namalować nim równe kreski, które szybko zasychają i nie odbijają się na górnej powiece. 

FLOSLEK, Serum do rzęs Revive Lashes
Nie wiedziałam do jakiej kategorii je wrzucić, więc wylądowało tu :P Ostatnią odżywką, jakiej używałam, była ta z Realash, która skończyła mi się w maju. Do końca roku rzęsy jako tako się trzymały, ale z początkiem stycznia zaczęły wypadać. Revive Lashes zaczęło działać bardzo szybko - wypadanie ustało już po kilku użyciach, a teraz widać, że włoski są dłuższe i powoli się zagęszczają. Jak za tę cenę, naprawdę warto.

GOLDEN ROSE, Matte Lipstick Crayon
Kredki GR to prawdziwy hit ostatnich miesięcy. Bardziej kremowe od matowych pomadek tej firmy, świetnie napigmentowane i równie trwałe. Łatwiej wykonać nimi precyzyjny makijaż ust, nie wysuszają tak bardzo warg, a efekt, jaki osiągamy dzięki nim jest po prostu piękny :) Posiadam obecnie trzy kolory: 02. 11 i 13. 

KOBO, Matte Lips
Te szminki skradły moje serce głównie ze względu na śliczne, kobiece opakowania. Jakościowo również są niczego sobie - utrzymują się spokojnie kilka godzin, a gama kolorystyczna jest powalająca. Pokazywałam je na blogu w TYM poście i również się nimi zachwycałyście ;) Moimi faworytami są oczywiście Nicea i Croix, choć teraz w użyciu jest już cała szóstka.


NEAUTY MINERALS, Mineralny podkład kryjący
Nowa formuła podkładu zdecydowanie przypadła mi do gustu. Krycie jest porównywalne do Revlona CS, więc warto przyjrzeć mu się bliżej, bo jest na pewno lżejszy i zdrowszy dla skóry :) Mógłby tylko matować na dłużej, ale nie taka jego rola, więc przymykam oko.

LIRENE, Krem BB Master Blur
Kryje średnio, ale tak idealnie wygładza i matuje skórę, że jestem w nim zakochana. Jeśli potrzebuję większego krycia, bo moja cera ma gorszy okres, traktuję go jako bazę pod makijaż i również w tej roli sprawdza się świetnie :) Nie zapycha, nie wysusza, nie powoduje nadmiernego przetłuszczania się skóry. Jeśli nie macie większych problemów ze skórą, da Wam efekt photoshopa.

LIRENE, No Mask, Płynny fluid + serum
Tak, jak wyżej - krycie średnie, ale jego właściwości pielęgnacyjne sprawiły, że bardzo go polubiłam. Wygładza, nawilża, delikatnie matuje, idealnie dopasowuje się do naturalnego kolorytu cery, a gdy potrzebujemy większego zamaskowania niedoskonałości, wystarczy dodać drugą warstwę i lekko przypudrować. Przeszkadza mi tylko to, że jest bardzo rzadki, bo czasem lubi mi się wylać "przypadkowo" na spodnie... :D

WIBO, Star Glow
Polska wersja słynnych meteorytów Guerlain, która u mnie świetnie sprawdza się jako rozświetlacz. Efekt, jaki daje jest naprawdę bardzo delikatny, ale nie ma nic wspólnego z chamskim brokatem. Ładna, chłodna, jednolita, odbijająca światło tafla :)


SENSIQUE, Long Lashes
Tusz do rzęs, który ma świetną szczoteczkę i moim zdaniem to właśnie ona "robi robotę". Z jednej strony ma grzebyk rozdzielający i wyczesujący nadmiar kosmetyku, a z drugiej krótkie ząbki, docierające do najmniejszych i niewidocznych gołym okiem rzęs. Wydłuża, pogrubia i ładnie podkreśla, a przy odrobinie wysiłku możemy sobie wyczarować teatralny efekt :) Nie osypuje się i nie kruszy, a jedynie po całym dniu lekko odbija na górnej powiece. Można mu to wybaczyć, biorąc pod uwagę niską cenę.

RIMMEL, Super Curler
Po nim spodziewałam się zdecydowanie czegoś więcej. Przyzwyczajona do efektu miliona rzęs, jaki daje mi zielony kolega opisany niżej, na początku byłam rozczarowana tuszem Rimmela. Miał zastąpić zalotkę, a efekt podkręcenia jest bardzo delikatny. W ogóle efekt jest bardzo delikatny, więc nadaje się do codziennego makijażu typu "make up no make up". Taki wiecie, niby jest, ale go nie ma :D Mimo, że na początku trochę ponarzekałam, bardzo go polubiłam. Z biegiem czasu nauczyłam się z nim pracować tak, że rzęsy naprawdę wyglądały dobrze - wydłużone, podkręcone i pogrubione. 

L'OREAL, Volume Million Lashes Feline
Cudo nad cudami! Używam go od listopada i mimo, że tuszu w opakowaniu są resztki, rzęsy nim pomalowane wyglądają jak sztuczne. Podkręcona szczoteczka i olejkowa formuła sprawia, że włoski wcale nie są posklejane, a wręcz przeciwnie. Jak się postaram, to zrobię tak, że porozdzielam nim wszystkie rzęsy - wtedy mam prawdziwy wachlarz :) Nie pasuje mi w nim tylko cena regularna - mógłby być jednak tańszy.

Uff... Dobrnęliśmy do końca :) Znacie którychś z moich ulubieńców? Używacie ich? Które kosmetyki sprawdziły się u Was, a które okazały się bublami? 


Ulubiony duet od L'Oreal | Tusz Volume Million Lashes Feline, Podkład Infallible 24H-Matte

Marka L'Oreal gościła wcześniej w mojej kosmetyczce, ale nigdy żaden ich kosmetyk nie zachwycił mnie na tyle, żeby do niego wrócić. Zawsze uważałam, że kolorówka L'Oreala jest droga, a jakość produktów niska i niemająca nic wspólnego z wysoką ceną. Do czasu, aż marka nie wprowadziła na rynek dwóch nowości, które od razu wpadły w moje ręce. Dlaczego? Nie wiem. Działałam instynktownie - nie czytałam wcześniej opinii na ich temat, nie zwracałam uwagi na cenę. Wzięłam, kupiłam i zaczęłam testować. 


Mowa o najmłodszym z rodziny Volume Million Lashes tuszu - Feline, oraz podkładzie Infallible 24H - Matte. Zacznijmy od maskary :) Opakowanie jest typowe dla tej serii. Długie, smukłe, złoto - zielone, bardzo eleganckie i trwałe. Tusz ma według producenta pogrubiać i podkręcać rzęsy, tworząc zmysłowe, kocie spojrzenie i dając efekt "miliona rzęs". Tusz ma w składzie olejki, m.in. arganowy, kameliowy i migdałowy, które mają pielęgnować rzęsy i przedłużać trwałość makijażu. Po pierwszym użyciu zaskoczyło mnie, że maskara nie jest matowa, a błyszcząca. Do tej pory nie spotkałam się z takim efektem, ale przyznam, że mi się spodobał. Druga pozytywna rzecz - zapach. On po prostu pięknie, słodko pachnie! Niektóre tusze wręcz odpychają niefajnym, chemicznym smrodkiem, a ten uprzyjemnia mi codzienny makijaż. 


Szczoteczka jest silikonowa, wygięta, podobna do tych, jakie mają żółte tusze z Lovely. Z jednej strony włoski są króciutkie, a z drugiej nieco dłuższe. Te krótkie pozwalają na "złapanie" rzęs od samej nasady i dotarcie do tych najmniejszych, a dłuższe - rozczesują i rozdzielają. Tusz jest naprawdę mocno, głęboko, smoliście czarny, a olejkowa konsystencja ułatwia aplikację. Szczoteczka sunie po włoskach, jak po maśle :) Nic się nie skleja, nie osypuje i nie odbija na powiekach.


Efekt (przynajmniej według mnie) jest powalający. Właśnie tego oczekuję od tuszu - mocna czerń, widoczne wydłużenie i pogrubienie, bez sklejania i osypywania się w ciągu dnia. Rzęsy są elastyczne i wyglądają naprawdę dobrze już po jednej warstwie (na zdjęciu poniżej). Po dodaniu kolejnych warstw możemy uzyskać efekt sztucznych rzęs, ale musimy uważać na to, żeby nie przesadzić - maskara w nadmiernej ilości może sklejać. Cena Feline to około 60 zł. Dużo? Jak dla mnie nie :) Za świetny tusz warto tyle zapłacić, ale często są na niego promocje, więc nie musicie przepłacać. 



Przejdźmy do podkładu. Infallible 24H - Matte to podkład, który ma zapewnić mocne krycie, matową twarz i 24-godzinną trwałość. Miał być idealny dla cer tłustych i mieszanych, więc sięgnęłam po niego bez zastanowienia. Mam cerę problematyczną, trądzikową, z przebarwieniami i bliznami. Naprawdę mam wiele do zamaskowania, więc kryjące podkłady to dla mnie must have. Wybrałam sobie odcień 22 Radiant Beige, który z całej gamy wydawał mi się najbardziej neutralny. Reszta była albo za żółta, albo za różowa. Tubka jest miękka i zakończona dziubkiem, który dozuje odpowiednią ilość podkładu.


Podkład ma rzadką, ale nielejącą konsystencję. Dobrze rozprowadza się na twarzy (najlepiej palcami albo BB) i szybko zastyga, niemalże natychmiastowo dając efekt pudrowej, gładkiej, matowej cery. Nie wchodzi w załamania i w pory, nie tworzy plam i smug, nie robi efektu maski, ani nie podkreśla suchych skórek (jeśli odpowiednio zadbamy o pielęgnację cery). Kryje naprawdę bardzo dobrze. Jak dla mnie, taki efekt jest wystarczający - nie widać krostek, przebarwień, zaczerwienień i blizn. Skóra jest matowa około 5-6 godzin, co dla mnie jest świetnym wynikiem, bo normalnie już po 2 godzinach potrzebuję poprawek. Podkład nie schodzi z twarzy plamami, nie ściera się, nie warzy i nie zapycha cery, co dla mnie jest priorytetem. Jestem z niego naprawdę zadowolona i używam na zmianę z minerałami ;)



Cena: 58-60 zł/35 ml, w promocji około 40. Będzie idealny dla dziewczyn, które są posiadaczkami cer trądzikowych, tłustych, skłonnych do świecenia się i zapychania. Infallible świetnie kryje, jest lekki i pomaga utrzymać skórę matową na długie godziny. Na chwilę obecną jest to mój numer 1 wśród podkładów drogeryjnych - zdeklasował nawet Revlon Colorstay! Szkoda tylko, że gama kolorystyczna jest tak okrojona, ale mam nadzieję, że L'Oreal niedługo coś doda ;)

Znacie? Lubicie? :)


Najlepszy eyeliner w pisaku - L'Oreal, Super Liner Perfect Slim

Podczas promocji 1+1 w Rossmannie, do podkładu Rimmela, o którym wspominałam we wcześniejszym poście, dobrałam sobie eyeliner w pisaku L'Oreal. Jak wiecie, do linerów w żelu i w płynie mi nie po drodze - nie umiem nimi malować prostych kresek. Zawsze sięgam po te w pisaku, bo są najwygodniejsze i najprostsze w obsłudze. Do tej pory moim ulubieńcem był eyeliner z Eveline, który służył mi ponad rok, ale już wyzionął ducha. Super Liner miał być jego godnym następcą, a stał się numerem jeden ;)


Zacznę od tego, że pisak naprawdę wygodnie i dobrze trzyma się w dłoni. Nie wiem, czy dojrzycie to na zdjęciach, ale na dole, przy skuwce jest lekkie zwężenie, zrobione z innego tworzywa, niż całe opakowanie. Zapobiega ono ślizganiu się pisaka i pozwala go pewnie, sztywno złapać. Umożliwia to dokładne, równe namalowanie kreski - nawet, gdy mamy śliskie dłonie ;)
Samo opakowanie jest ładne i eleganckie, utrzymane w czarno-złotej kolorystyce. Niestety, już po paru użyciach starły się z niego napisy. Szkoda, bo gdyby nie to charakterystyczne zwężenie, łatwo byłoby mi go pomylić z innymi pisakami, jakie mam w kosmetyczce. 

Najważniejszą rzeczą w przypadku eyelinerów w pisaku jest, rzecz jasna, końcówka. W przypadku Super Linera jest ona dość długa, spiczasto zakończona i naprawdę cieniutka. Nie drapie w powiekę - jest miękka, dzięki czemu nie trzeba jej mocno dociskać. Pozwala na wykonanie różnej grubości kresek, ale przede wszystkim na precyzyjne namalowanie tzw. "jaskółki", czyli cienkiego zakończenia linii. Jest dobrze nasączona, ale tylko wtedy, gdy liner przechowujemy końcówką w dół (ja wszystkie pisaki trzymam w ten sposób, dzięki temu są dłużej zdatne do użytku). Kreska namalowana Super Linerem jest mocno czarna, nieprzezroczysta i trwała. Nie ma mowy o prześwitach, wyblakłym kolorze, czy kruszeniu się.

Pisak od L'Oreal stał się moim ulubieńcem. Dzięki niemu malowanie kresek stało się lekkie, łatwe i przyjemne. Końcówka jest idealna! Nabrałam takiej wprawy, że na jedną kreskę wystarczają mi 2-3 pociągnięcia. Kolor jest głęboki i nie "ginie" w ciągu dnia, co zdarzało mi się w przypadku innych eyelinerów. To, co widzicie na zdjęciu poniżej to jeszcze nie szczyt moich umiejętności, ale uważam, że linia jest w miarę równa i wygląda naprawdę ładnie :) Same oceńcie:


Liner jest łatwo dostępny - bez problemu kupicie go w Rossmannie. Jego cena regularna to ok. 34 zł, ale warto skusić się na niego w promocji. Teraz akurat kosztuje 26,99 - myślę, że to cena adekwatna do jego jakości :)

AddThis