Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapachy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapachy. Pokaż wszystkie posty

Co w Rossmannie piszczy - Program Nowości #1

Słyszałyście kiedyś o Programie Nowości Rosamanna? Ruszył chyba ze 2 lata temu - zgłosiłam się i już całkiem o nim zapomniałam, aż wreszcie w kwietniu dostałam maila z wiadomością, że zostałam przyjęta. Na blogu z tej okazji ruszy nowa seria postów, które będę starała się umieszczać co miesiąc, a nazwałam ją "Co w Rossmannie piszczy". Uznałam, że możecie być ciekawe, co w niedalekim czasie pojawi się w naszych ulubionych drogeriach - być może swoją opinią skłonię Was do zakupu? :)

W tym miesiącu wybrałam zestaw, w którym było dosłownie "wszystkiego po trochu". Zapach, coś do kąpieli, coś do pielęgnacji, kolorówka, coś do domu i artykuły higieniczne. Podoba mi się taki misz-masz, bo w każdym pudełku mogę znaleźć coś, co mi się przyda.


Poniżej zaprezentuję Wam każdy produkt, podam jego sugerowaną cenę i termin, w jakim pojawi się on na półkach Rossmanna. Jeżeli któryś kosmetyk zaciekawi Was na tyle, że będziecie chciały przeczytać na moim blogu jego recenzję - piszcie śmiało, jestem otwarta na propozycje :)

Z góry przepraszam Was za jakość zdjęć, ale pogoda jest tak kapryśna, że na słońce nie mam co liczyć, a mój aparat wyjątkowo źle radzi sobie z pochmurnym niebem za oknem...




Katy Perry, Mad Potion, Woda perfumowana dla kobiet - 64,99zł/15ml, dostępna od września

Wanilia, wanilia i jeszcze raz wanilia... <3 A ja kocham wanilię i słodkie zapachy, więc nowa Katy Perry skradła moje serce od pierwszego użycia! Zapach jest boski, flakonik za to, jak na moje oko troszkę tandetny i odpowiedni dla nastolatek. Ale to typowe dla Katy, więc nie marudzę :) Jak na razie jestem zadowolona z trwałości - po 6 godzinach od spsikania jeszcze go czuć. Zabiła mnie tylko cena. Moim zdaniem, jak na 15 mililitrowe maleństwo to trochę za dużo.


Lovely, Terracotta Compact, Cienie wypiekane do oczu nr 9 - 12,39zł, dostępne od października

Nie znałam wcześniej cieni Lovely, a ta paletka wydaje się być odpowiednia dla mnie. Pudrowy róż, rozświetlająca, perłowa biel, szarość, zimny odcień brązu i śliweczka wystarczą do wykonania zarówno dziennego, jak i wieczorowego makijażu. Na razie mogę powiedzieć tylko, że są słabiutko napigmentowane, więc będę testować je z bazą :)




WIBO, Royal Shimmer, Rozświetlacz do twarzy - 10,99zł, dostępny od września

Jeden rozświetlacz z Wibo już mam i jestem z niego bardzo zadowolona - na pewno zrobię Wam za jakiś czas porównanie obu wersji. Ta nowa, sygnowana nazwiskiem Pauliny Krupińskiej różni się od standardowej wersji tym, że ma piękne, roślinne tłoczenie na wierzchu. Kolory na pierwszy rzut oka są takie same, opakowania też bardzo podobne, ale cena nowego rozświetlacza jest nieznacznie wyższa. Ciekawi mnie, czy będzie tworzył tak piękną taflę, jak ten stary :)


Eveline, Lovers Rouge, Pomadka do ust w kredce, Creamy Coral - 15,99zł, dostępna od września

Przyznaję się bez bicia, że to moja pierwsza pomadka w kredce... I mam czego żałować! Jestem po pierwszym użyciu i wydaje mi się, że będzie z tego miłość :) Nie jest to typowa, kryjąca szminka, tylko pomadka pielęgnująca, nadająca lekki, transparentny kolor. Nawilża usta i trzyma się ładnych parę godzin - jedyny mankament, jaki zauważyłam, to podkreślanie suchych skórek. Ale to raczej wina braku pielęgnacji i peelingów, niż samej pomadki :) Sam kolor jest piękny! Typowo letni, nasycony koral.


Kneipp, Słodka harmonia, Żel pod prysznic pomarańcza&kwiat lipy - 12,99zł, dostępny od września

To mój pierwszy kosmetyk marki Kneipp. Podoba mi się fajny, krótki skład i pięęęęękny, naturalny zapach - pomarańcza lekko przełamana ziołowym zapachem kwiatu lipy. Jest gęsty i dobrze się pieni, więc mam nadzieję, że będzie wydajny. Nie mam zbyt dużych wymagań, jeśli chodzi o żele pod prysznic, tym bardziej, że zużywam je w ekspresowym tempie :D Myślę, że się polubimy. 


Lirene, Dwufazowy płyn do demakijażu oczu wydłużający rzęsy - 13,49zł, dostępny od lipca

Jest już dostępny w Rossmannach, więc śmiało możecie po niego hasać - w dodatku jest na niego niezła promocja (8,99zł). Bez problemu radzi sobie z usuwaniem makijażu oczu, nie podrażnia, nie powoduje szczypania, nie jest za tłusty, ale... Czy płyn do demakijażu może powodować wzrost rzęs? :)


Velvet, Chusteczki nawilżane dla dzieci, Pure - dostępne od października (nie mogę znaleźć ceny)

Nie mam dzieci i nie zamierzam mieć w najbliższej przyszłości, ale chusteczki nawilżane są w moim domu zawsze. Noszę je w torebce, w kosmetyczce, są też na półce w łazience. Najbardziej lubię właśnie chusteczki dla dzieci - są delikatne i nie podrażniają :) Te z Velvet są dodatkowo bezzapachowe i hipoalergiczne, więc spokojnie mogą je stosować osoby z wrażliwą skórą. W opakowaniu są 64 sztuki, więc wystarczą na długo. Spełniają swoją funkcję i więcej nie wymagam. 


Glade, Discreet Decor, Urządzenie dekoracyjne o zapachu czarnych jagód - 14,99zł, dostępne od października

Bardzo lubię takie wynalazki - nie dość, że pachnie, to jeszcze ładnie wygląda i pełni funkcję ozdoby. Zapach nie jest typowo owocowy, ale lekko przełamany czymś słodkim. Pachnie bardzo intensywnie, a woń roznosi się po całym mieszkaniu. Mam nadzieję, że wystarczy na długo (producent obiecuje 6 tygodni trwałości). Dodatkowo dostałam wkład, który osobno kosztuje 12,99zł. 


o.b., ProComfort Night, Tampony do stosowania na noc - 13,49zł, dostępne od sierpnia

Możecie mnie zlinczować, że pokazuję na kosmetycznym blogu tampony, ale każda z nas jest kobietą i musi dbać o higienę podczas okresu :) Tampony o.b. lubię i używam ich od dłuższego czasu, niestety tylko na dzień, ze względu na obawy przed ZWT. Nowe tampony są przeznaczone do stosowania na noc, więc mam nadzieję, że nareszcie będę mogła spać spokojnie.


Emco, Baton musli XXL, owoce lasu - 1,69zł, dostępny od września 

Maaaaaatko, wiecie jakie to było pyszne? :D Baton zniknął już po rozpakowaniu pudełka, więc teraz mogę Wam powiedzieć, że warto raz na jakiś czas zaopatrzyć się w taką przekąskę. Nie był ekstremalnie słodki, jak typowe batony, a mocno owocowy i... po prostu smaczny :) Świetny, zdrowy sposób na zaspokojenie ochoty na słodycze.


Nivea, Peeling oczyszczający - 14,99zł, dostępny od września

Użyłam go dwa razy i jak na razie jestem zawiedziona. Drobinek peelingujących jest mało, a mimo tego bardzo ciężko je zmyć. Przemywam twarz wodą, potem jeszcze wacikiem nasączonym płynem micelarnym, a patrząc w lustro nadal widzę granatowe kropki... Co do samego działania - jest okej, ale tyłka nie urywa. Będę testować dalej.

I to by było na tyle :)
Co przykuło Waszą uwagę? O czym chciałybyście poczytać na blogu?


Nowość - Playboy, Play It Wild + wyniki rozdania z Murier

Miałyście kiedyś jakiś zapach Playboya? Przyznam szczerze, że mnie do tej pory kojarzyły się one raczej z perfumami dla nastolatek... Flakoniki z króliczymi zatyczkami są słodkie i idealne dla gadżeciar takich jak ja, ale same kompozycje zapachowe jakoś mnie nie porywały. Duszące, nietrwałe, niczym nieróżniące się od tych, które można kupić na bazarze za kilka złotych.

Zmieniłam zdanie, gdy w moje ręce wpadł nowy królik, a raczej cały króliczy, panterkowy zestaw z linii zapachowej Play It Wild



Woda toaletowa zamknięta jest w pękatym, niewielkim flakoniku "ubranym" w panterkowy wzór, zwieńczonym króliczą zatyczką z różową muchą :) Czyż nie jest przepiękny? Świetnie prezentuje się na toaletce i przyciąga wzrok. Kompozycja zapachowa wygląda tak: 

Nuty głowy: mandarynka, gruszka, neroli
Nuty serca: kwiat pomarańczy, coca-cola, rabarbar
Nuty bazy: żywica bursztynowa, wanilia, fiołek.


Zaraz po spryskaniu skóry, zapach wydaje się mocny, ostry i intensywny. Na pierwszy plan przebija się cola, mandarynka i rabarbar. Dopiero po chwili czuć kwiat pomarańczy, natomiast po kilku godzinach woń staje się słodka i delikatna - wyczuwalna staje się wanilia i fiołek. Idealny na imprezę, na randkę, na zakupy... Jednym słowem: uniwersalny. I wcale nie tandetny!


Żel pod prysznic z tej samej serii nie ma nic wspólnego z zapachem perfum. To czysty, słodki, otulający karmel, bez grama chemii! :) Myjadło jak to myjadło - pieni się, myje, odświeża i nie przesusza skóry. Jest gęsty, a co za tym idzie wydajny. Żałuję, że jego zapach nie utrzymuje się na skórze po wyjściu z wanny, bo jest naprawdę "zjadliwy" i mega słodki, zupełnie w moim guście!


Jestem ciekawa, jak pachnie balsam z tej linii zapachowej (o ile w ogóle będzie dostępny w drogeriach), bo woda toaletowa i żel pod prysznic to dwie zupełnie inne bajki. Psikacz jest ostro-owocowo-słodki, zupełnie inny niż poprzednie króliki, a żel otulający, relaksujący i... karmelowy! Flakonik jest piękny, zapach w środku również - byłabym zadowolona, gdyby nie jego trwałość... A raczej brak trwałości. Play It Wild utrzymuje się na mojej skórze 3-4 godziny, na ubraniach góra pięć.
Dzikie Playboye pojawią się w drogeriach na przełomie lipca i sierpnia (w dayli chyba już są), więc idźcie, powąchajcie i przekonajcie się same.

___________________

Rozdanie z Murier Paris wygrywa:
Justyna Małoszek


Gratuluję i czekam na maila z danymi do wysyłki :) A pozostałych proszę o cierpliwość i zachęcam do śledzenia bloga na bieżąco - za kilka dni pojawi się kolejne rozdanie.




Pachnące piątki: Mój pierwszy raz z Bath&Body Works

Zawsze wzdychałam do kosmetyków B&BW, gdy czytałam na znajomych blogach pochwalne peany na ich temat. Ogromna różnorodność zapachów, duży wybór kosmetyków i ich dobra jakość kusiła mnie, aby wreszcie wypróbować coś z oferty tej amerykańskiej firmy. Niestety, jak wiecie, w PL bardzo ciężko z ich dostępnością, więc odpuściłam i prawie już o nich zapomniałam, aż nie dowiedziałam się, że wygrałam rozdanie u Ani z Bazarka Kosmetycznego.

Na zdjęciu poniżej widzicie zestaw w takiej postaci, w jakiej do mnie dotarł: urocza wanienka z czterema miniaturami w środku. Niestety wanna jest tylko na zdjęciu - nie przetrwała podróży (cała druga strona była popękana) i wylądowała w koszu :( Kosmetyki z zestawu to mgiełka do ciała, balsam, żel pod prysznic i błyszczyk w ulubionej wersji zapachowej Amerykanów - Japanesse Cherry Blossom.


Już na początku mogę napisać, że zapachy są boskie, choć kosmetyki trochę różnią się od siebie pod tym względem. Błyszczyk pachnie czystą, naturalną wiśnią, bez chemicznych dodatków. Jest czerwony, ale na ustach przybiera raczej transparentną barwę. Zawiera w sobie brokatowe drobinki, których nie cierpię (!) w produktach do ust i trochę się klei, co u mnie niestety go dyskwalifikuje. 

Balsam i żel pod prysznic wypadają znacznie lepiej. Ich zapach to kwiatowo-pudrowa, słodka woń, przełamana wiśnią. Żelu pod prysznic użyłam raz i zostawiłam sobie na wyjazdy, bo pojemnościowo są właśnie w sam raz do podróżnej kosmetyczki - oba mają po 88ml. Dobrze się pieni, ładnie pachnie, myje. Czego chcieć więcej? :) Balsam jest gęsty i treściwy, przyzwoicie nawilża i szybko się wchłania. Zapach jest mocny i długo pozostaje na skórze, co bardzo, ale to bardzo mnie cieszy :)

Na koniec zostawiłam sobie mgiełkę, która też odbiega zapachem od swoich kolegów. Oprócz wymienianej wcześniej wiśni, wyczuwam w nim owoce. Śliwka? Gruszka? Jabłko? Coś w ten deseń. Po czasie zapach rozwija się i ujawnia woń cynamonu, wanilii i piżma. Zapach słodko-owocowo-kwiatowy, ale nie ciężki i przytłaczający. W sam raz na jesienno-zimowe długie wieczory :) Mimo, że to mgiełka, spokojnie utrzymuje się na ciele kilka godzin. Popsikałam sobie nią też szalik i po tygodniu zapach był nadal wyczuwalny. Trwałość, jak na tak niepozorny kosmetyk, powala.


Uważam, że w tę uroczą wanienkę warto zainwestować, gdy chce się poznać właściwości poszczególnych kosmetyków, a zna się wcześniej zapachy B&BW. W moim przypadku akurat Ania trafiła idealnie, ale byłby problem, gdyby Japońska Wiśnia nie przypadła mi do gustu. Najbardziej jestem zadowolona z mgiełki i balsamu, właśnie ze względu na piękny zapach ;)

Zestaw takich miniatur kosztuje 69 zł i możecie kupić je w stacjonarnych sklepach Bath&Body Works. Ja niestety nie mam do nich dostępu.


Pachnące piątki: Hello by Luxure

Z racji tego, że bardzo rzadko opisuję zapachy, postanowiłam wprowadzić na blogu nowy cykl postów: Pachnące piątki. W każdy piątek (przynajmniej przez jakiś czas, zależy jak będę się wyrabiać z czasem) będzie pojawiał się wpis, w którym zaprezentuję Wam nie tylko perfumy, jakich używam, ale również aromatyczne kosmetyki, na które warto zwrócić uwagę: perfumowane balsamy, mgiełki do ciała itp. Mam nadzieję, że spodobają Wam się tego typu posty i będziecie je chętnie czytać :)

Na pierwszy ogień idzie woda perfumowana Hello by Luxure, która jest tańszym odpowiednikiem perfum Halle by Halle Berry. Oryginału nie znam, więc nie będę ich porównywać - opiszę tylko ten zapach, którego używałam. Hello należy do kategorii zapachów orientalno-drzewnych, czyli takich, jakie lubię najbardziej. Poszczególne nuty zapachowe to:

nuta głowy: liść figi, bergamotka, kwiat gruszy
nuta serca: mimoza, hibiskus i frezja
nuta bazy: piżmo kaszmirowe, drzewo sandałowe, ambra, drewno z morza, olibanum


Zacznę  od flakonu, który jest bardzo podobny do oryginału - elegancki, prosty, minimalistyczny, a jednocześnie solidny i wygodny w użyciu. Ładnie prezentuje się na toaletce i w żadnym wypadku nie wygląda tandetnie. Mieści w sobie aż 100 ml perfum, czyli dość dużo ;)

Sama woda perfumowana jest według mnie lekko słodka, ale nie ciężka i przytłaczająca. Jest to zapach bardzo kobiecy i świeży, który pasuje na każdą okazję. Nie jest płaski - z biegiem czasu rozwija się i ujawnia poszczególne swoje składniki: na początku wyraźnie czuć kwiat gruszy i bergamotkę, potem wyczuwalne są piżmo, frezja i drzewo sandałowe. Wiadomo, po chwili już przyzwyczajam się do zapachu, ale w ruchu ujawnia się to, czego mój nos nie wyczuł tuż po otwarciu buteleczki :)


Mimo, że cena Hello to około 24 złote, zapach jest bardzo trwały - czuć go na skórze przez cały dzień, a na ubraniach utrzymuje się znacznie dłużej. Nie używam go na co dzień, a raczej na imprezy, większe wyjścia, czy też wypad ze znajomymi na kawę - jest wyrazisty i ciepły, więc używany codziennie mógłby się znudzić. Będzie idealny dla kobiet, które lubią odważne, słodkie, orientalne i eleganckie zapachy - tak jak ja. Gdy będziecie miały okazję, powąchajcie :)

Więcej zapachów od LUXURE możecie zobaczyć na ich stronie internetowej.

Zdrowy sposób na topienie smutków - zestaw kąpielowy Anatomicals

Anatomicals to angielska firma, która zdecydowanie skradła moje serce :) Kolorowe opakowania, niebanalne zapachy, humorystyczne napisy, praktyczne zestawy i.. hasło przewodnie, które w pełni oddaje cel firmy: We only want you for your body (Chcemy Ciebie tylko dla Twojego ciała). Zadebiutowali w Polsce stosunkowo niedawno, a już zaskarbili sobie zaufanie wielu kobiet. Nic dziwnego, skoro produkują kosmetyki bez SLS i parabenów, a ich ceny nie są wygórowane. 


Sami o sobie piszą tak:

Jesteś na pewno bardzo inteligentną osobą. Piątkowy uczeń, zawsze w czołówce klasowej, zna odpowiedź na każde pytanie. Matko! Jak my cię nienawidziliśmy! Być może władasz już dziesięcioma językami, w tym tybetańskim (bardzo przydatny) i rzucasz jak z rękawa nazwiskami światowych przywódców, ich zastępców, nawet ministrów finansów w ich rządach. Ale szczerze mówiąc w ogóle nas to nie obchodzi! Mamy w nosie czy twój iloraz inteligencji wynosi 15 czy 150, bo my chcemy Cię tylko dla Twojego ciała! Nie chodzi oczywiście o to, że upatrzyliśmy sobie twoją nerkę czy wątrobę... To już bardziej opłacałoby się kupić zdezelowanego Forda.

W ANATOMICALS produkujemy najbardziej wypaśne kosmetyki na świecie i jak na razie ludzie są zachwyceni! Wkrótce po użyciu tych produktów, tak jak z tlenem, wodą, grawitacją i ciastem Jak u Babci®, uznasz, że życie bez nich nie miałoby większego sensu!*

*źródło: 
http://www.anatomicals.pl/

Dzięki uprzejmości ShinyBox, do moich rąk trafił zestaw kąpielowy Anatomicals, składający się z dmuchanej poduszki z przyssawkami, którą można przyczepić do płytek lub wanny, zapachowej świecy, różanej soli do kąpieli i termalnej maseczki antystresowej. 

Zacznę od soli do kąpieli, która ze wszystkich elementów zestawu najbardziej przypadła mi do gustu (pomijając poduszkę, dzięki której moje kąpiele trwają czasem nawet 2 godziny, bo tak mi wygodnie i ciepło, że zasypiam :D). Jak nie przepadam za zapachem róż, tak ten wyjątkowo przypadł mi do gustu. Jest ciepły, delikatny, otulający i... zdecydowanie pomaga pozbyć się stresu :) Sól jest dość gruba, ale szybko rozpuszcza się w wodzie i nadaje jej ładny, różowy kolor. Skład? No cóż, sól i zapach, tyle. Nie ma szkodliwych substancji, nie ma też olejków nawilżających, ma tylko odstresowywać i w tej roli sprawdza się świetnie.


Termalna antystresowa maseczka trochę mniej mi się spodobała. Co prawda ma w składzie oczar wirginijski i rumianek, więc powinna uspokajać zarówno cerę, jak i nasze zmysły, ale wcale się tak nie stało. Zaraz Wam powiem, dlaczego.

Maseczka jest lekko różowa, ma dość gęstą konsystencję, doskonale rozprowadza się na twarzy i pięknie pachnie. Dodatkowo zamknięto ją w poręcznej, praktycznej tubce o pojemności 80 ml, która zdecydowanie ułatwia aplikację. Z tyłu opakowania widnieją takie hasła jak: rewitalizacja, promienny wygląd, głębokie oczyszczenie, usunięcie martwego naskórka i... efekt rozgrzewający.


Właśnie ten efekt rozgrzania spowodował, że nie nałożę jej więcej na twarz. Przez pierwsze 2 minuty było okej, całkiem przyjemnie, ale później... Myślałam, że płonę. To dosłownie parzyło, było nie do wytrzymania. Szybko popędziłam z powrotem do łazienki i zmyłam to ustrojstwo. Efekt? Cała twarz czerwona jak burak, w dodatku nadal szczypała. Nie wiem, dlaczego tak się stało, być może to uczulenie na któryś ze składników? Rzućcie okiem i dajcie znać, jak zauważycie w składzie coś niepokojącego. Szkoda, bo zapach i konsystencja maseczki są naprawdę super. 


Gdyby nie ta nieprzyjemna sytuacja z maseczką, mogłabym rzec, że chciałabym taki zestaw dostać np. pod choinkę, bo to świetny pomysł na prezent :) Ładnie wygląda, jeszcze ładniej pachnie i działa antystresowo, czego chcieć więcej? W dodatku aktualnie jest w promocji i w sklepie online kosztuje 10 zł mniej, niż normalnie, czyli tylko 35 zł. 

Brałybyście? :)


SPA w stylu Pin Up - Perfecta Pin Up, Sugar Baby

Styl pin-up powrócił. Przy wszechobecnej modzie na czerwone usta i oczy podkreślone czarną kreską, firmy kosmetyczne nie pozostają w tyle. Marka Perfecta wypuściła więc na rynek 3 zestawy kosmetyków z serii Pin-Up: Sugar Baby, Miss Marine i Lady Berry.
Bardzo chciałam wypróbować różową wersję peelingu i kremu do ciała. Producent zapewniał bowiem, że pachną one landrynkami i watą cukrową. Uwielbiam słodkie zapachy, więc ta kompozycja wydawałaby się być idealna.


Niestety, ani waty cukrowej, ani landrynek tam nie czuć. Balsam i peeling rzeczywiście są perfumowane, bo właśnie to przypomina mi woń kosmetyków - perfumy za 10 zł od chińczyka... Słodkie, dość ładne, ale z biegiem czasu uciążliwe i duszące, przyprawiające o ból głowy, w mig ulatniające się ze skóry. Spodziewałam się cukierkowej bomby, a mam.. bombę chemicznego smrodku. Żałuję, że w sklepie nie otworzyłam opakowania i nie powąchałam - nie byłabym tak mocno rozczarowana.

Za to strasznie podobają mi się opakowania, zarówno Sugar Baby, jak i dwóch pozostałych "koleżanek". Są słodkie, kobiece i... świetnie prezentują się na półce :) Oprócz tego są praktyczne i łatwo z nich wydobywać kosmetyki.


Zostawmy zapach, który jest de facto najważniejszy w kosmetykach do pielęgnacji ciała, a przejdźmy do właściwości. Krem jest dość rzadki, ale dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Skóra jest gładka i wyraźnie nawilżona, ale efekt nie jest długotrwały, już po paru godzinach musiałabym go użyć ponownie.

Peeling natomiast bardzo ładnie wygląda (żałuję, że nie zrobiłam zdjęć ;(...) - pudroworóżowa maź z niewielką ilością różowych, czarnych i białych drobinek. No ok, ale nie wygląd się liczy, a działanie. Nazwałabym go raczej żelem peelingującym, bo do zdzieraka mu daleko. Jest baaaaardzo delikatny, prawie niewyczuwalny, a żeby dobrze usunąć martwy naskórek, trzeba go zużyć dużo i nieźle się przy tym napracować. Szkoda, bo myślałam, że chociaż peeling będę mogła zużyć, nie zwracając uwagi na zapach.


Sugar Baby miała być moją przyjaciółką, a jest... wielkim rozczarowaniem. Szkoda, że producent rzeczywiście nie zrobił czegoś, co by pachniało jak wata cukrowa i landrynki, bo wtedy na pewno kupiłabym peeling i krem chociażby ze względu na sam zapach, pomijając właściwości. A perfumy, którymi pachnie różowa Pin-Up wcale mi się nie podobają i całe szczęście, że szybko ulatniają się ze skóry..

Ceny:
Perfumowany peeling -18zł/250ml,
Perfumowany krem - 16zł/250 ml


Poczułam magię Świąt, czyli... świąteczne zapachy Yankee Candle :)

Chyba się nie obrazicie, jak na wstępie Wam powiem, że to nie będzie kolejna, standardowa recenzja? :D Podobno mam talent, więc naskrobałam świąteczne opowiadanie :)

Kate (tak na nią mówiono, naprawdę miała na imię Kasia) z zaciekawieniem słuchała rozmów swoich koleżanek, które przez 1,5 godziny wykładu ciągle wałkowały ten sam temat - zapachy. Gadały o perfumach, dezodorantach, świecach, olejkach, kominkach i... woskach. "Tarty, samplery, YC.. Co to u licha jest?!" - myślała zdezorientowana Kate. Podeszła do koleżanek i zwyczajnie zapytała. Odpowiedzi jednak nie uzyskała, usłyszała tylko "hahahaha, ona nie zna wosków!"... Zrobiło jej się trochę głupio/przykro/smutno, więc postanowiła, że coś z tym zrobi.


Wróciła do domu trochę zmęczona, bo profesor nie prowadził ciekawych wykładów z finansów - jego wywody były tak nudne, że nawet człowiek, który ma w sobie 100% energii po 15 minutach padłby jak mucha. Pogłaskała rudego kota, który przywitał ją w drzwiach wesołym miauczeniem. "No tak, jak zwykle jesteś głodny..." - przewinęło się przez jej głowę, gdy do czerwonej miski wsypywała kotu suchą karmę o jego ulubionym smaku. Włączyła laptop i uruchomiła przeglądarkę. Sprawdziła pocztę - nic ważnego, pełno spamu. Przypomniała sobie, że przecież miała coś sprawdzić! Wpisała w wyszukiwarce "woski zapachowe do kominka". Włączyła stronę, która była na pierwszym miejscu w wynikach, sklep Goodies.pl. Zaczęła przeglądać ofertę i... przepadła.


Na stronie głównej zobaczyła napis "Dzień Darmowej Dostawy - wysyłka za darmo przy zakupach powyżej 20 zł tylko dziś, 2 grudnia!". Olała to, nie chciała przecież nic kupować, chciała tylko dowiedzieć się, co to są te nieszczęsne woski. Jej oczy świeciły się, gdy czytała nazwy woskowych tart: Listopadowy Deszcz, Spacer Na Plaży, Jaśmin O Północy, Miękki Koc, Wspomnienia Z Dzieciństwa... No ok, ładnie wyglądają, mają tajemnicze, zachęcające nazwy, ale nadal nie wiedziała jak się ich używa.

To też da się wygooglać. Trafiła na blog dziewczyny zakochanej w woskach YC - pisała o nich notorycznie, zachwycając się każdym zapachem. Właśnie od niej Kate dowiedziała się, że woski trzeba pokruszyć i wrzucić do kominka, a pod spodem odpalić bezzapachowy tealight. "Mam kominek, bezzapachowe świeczki też, tylko wosków brak..." - ta myśl popchnęła Kate do trochę szalonej decyzji. Postanowiła, że skorzysta z DDD i zamówi swoje pierwsze tarty, mimo, że na jej bankowym koncie wiało pustką. "Przecież za tydzień mam urodziny, nikt nie będzie pamiętał, sama zrobię sobie prezent".


Do wyboru miała tyyyyyle zapachów, ale kupiła tylko 5. W dodatku były to zapachy świąteczne, a przecież Kate nienawidzi Świąt - według niej Wigilia to dzień jak każdy inny, tylko jedzenia więcej, a przedświąteczny okres jest jedynie szansą dla sklepów na zarobienie grubych milionów przez przyciąganie ogłupionych klientów pięknymi ulotkami i kuszącymi promocjami. Kliknęła "Kup Teraz" i wybrała opcję przesyłki poleconej priorytetowej - maksymalnie za dwa dni powinna już mieć swoją paczkę. Czekała dzień, drugi, trzeci.. A wosków nadal nie było. Coś ją tknęło. Wzięła kluczyk i poszła do skrzynki pocztowej. Otworzyła i zobaczyła... awizo, wypisane 2 dni wcześniej. "Co to jest?! Siedziałam cały dzień w domu! Przeklęty listonosz!". Ubrała kurtkę, czapkę, szalik, rękawiczki, założyła grube skarpety i poszła na pocztę. Co z tego, że placówka jest 100 m od jej bloku, Kate była strasznym zmarzluchem i nawet, gdy szła wyrzucić śmieci, ubierała się conajmniej tak, jakby miała jechać na Syberię.


Podeszła do okienka, podała awizo i z uśmiechem czekała, aż Pani siedząca po drugiej stronie, poda jej przesyłkę. Pani jednak w ogóle się nie spieszyła i nie wyrażając żadnych emocji, bez słowa zniknęła za białymi drzwiami. Kate po 5 minutach czekania zaczęła się już niecierpliwić. Miała nawet podejść do drugiego stanowiska i zapytać, czy babie w okularach ze szkłami jak denka od słoików i włosami fioletowymi jak jagody nic się nie stało, ale owa baba wreszcie przyszła. Nadal bez mimiki, bez cienia zainteresowania klientem, podała Kate kartkę i opryskliwym tonem prawie wykrzyczała "Podpis..", wskazując na wykropkowane miejsce. Kate podpisała, włożyła niewielkich rozmiarów białą kopertę do torebki i szybkim krokiem oddaliła się w stronę domu.


Kot tym razem nawet nie podniósł swojego rudego łba, gdy jego Pani otworzyła drzwi mieszkania. Pozostał niewzruszony jej sapaniem i chwilowym brakiem sił, bo przecież on nie musi biegać po schodach na czwarte piętro i nie rozumie, jaka to udręka, nawet dla takiej postawnej kobiety, jak ona. Kate powiesiła kurtkę na wieszaku, wyjęła paczkę i zaczęła ją ostrożnie otwierać. Oczy świeciły jej się jeszcze bardziej, niż podczas przeglądania wosków w internecie. Gdy już udało jej się rozerwać kopertę, oniemiała. "Nigdy nie trzymałam w rękach bardziej pachnącej paczki..." Ciekawość sięgała zenitu. Od razu odłożyła dwa woski na bok - to był prezent dla przyjaciółki, która tak samo lubiła piękne zapachy. Trzy pozostałe dokładnie obwąchała i.. postanowiła, że od razu odpali kominek.

Na pierwszy ogień poszedł Macintosh Spice. Wosk zaczął się topić, a jej niewielką kawalerkę powoli wypełniał zapach jabłek posypanych cynamonem. Aromatyczna woń od razu przywiodła wspomnienie szarlotki pieczonej razem z babcią, gdy Kate miała zaledwie 6 lat. Najpierw szły do sadu i zrywały świeże jabłka, a potem kroiły je na kawałki, posypywały przyprawami i piekły przepyszne ciasto. "Chyba jestem głodna" - Kate poszła do kuchni i wygrzebała z szafki ciastka owsiane. To nie to samo, ale parcie na słodycze zaspokojone.


Kolejną przygodę z Yankee Candle przeżyła podczas swoich urodzin. Zaprosiła znajomych, przygotowała smaczne przystawki, dokładnie posprzątała mieszkanie a kota podrzuciła sąsiadom, w obawie, że przez jego niezdarność straci dwie butelki wódki i pół zastawy obiadowej, którą dała jej babcia. Niby wszystko było gotowe, ale czegoś jej brakowało. Wzięła kominek, ułamała kawałek białego wosku o wdzięcznej nazwie Christmas Cookie i podpaliła świeczkę zapalniczką, łamiąc sobie przy tym paznokieć. Po chwili poczuła się tak błogo, że marzyła tylko o tym, by położyć się pod kocem z kubkiem kakao w ręku i przeczytać jakąś dobrą książkę. Świąteczne ciastko pachniało bowiem masłem, wanilią, ciastem drożdżowym i cukrem. Słodki, przyjemny zapach. A Kate takie uwielbiała :)


Po urodzinowej imprezie została tylko masa dobrych wspomnień, 1000 zdjęć i.. pół dnia sprzątania. Emocje szybko opadły, a Kate wróciła do szarej codzienności. Chodziła na zajęcia, karmiła kota, gotowała, sprzątała... Ale pewnego dnia obudziła się i czuła, że to będzie wyjątkowy dzień. Od rana miała dobry humor. Włączyła radio i nucąc "Last Christmas", wzięła się za robienie śniadania. Potem czas na kawę. "A może kominek odpalę? Mam jeszcze jedną tartę.." - pomyślała. Wzięła czerwony wosk z napisem Christmas Memories i wrzuciła go do kominka. Włączyła TV - oprócz informacji, że "zima znów zaskoczyła drogowców", nie znalazła nic, co mogłoby ją zainteresować. Ale zaraz, zaraz.. Jej wrażliwy nos wyczuł coś nowego. Orzechy, choinka, cynamon, pierniki - tak właśnie pachniały świąteczne wspomnienia. Zaczęła przypominać sobie wizyty Świętego Mikołaja, gdy jeszcze była dzieckiem, pierwsze prezenty, ubieranie choinki, przygotowywanie 12 potraw. Spojrzała w kalendarz - był 23 grudnia. Chwyciła za telefon i szybko wybrała numer. "Babciu, jadę do Was! Przecież jutro Wigilia!" - powiedziała podekscytowana. Spakowała się, wsiadła do swojego niebieskiego, wysłużonego auta i z towarzyszącą jej świąteczną melodią, wydobywającą się z głośników, myśląc o choince, prezentach i rodzinnej atmosferze pojechała do domu. Wreszcie poczuła Magię Świąt :)



AddThis