Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty

MERZ SPEZIAL - efekty po 6 tygodniach kuracji

Przełom jesieni i zimy to dla mnie czas, gdy wiem na pewno, że włosy będą leciały mi garściami, cera poszarzeje, a paznokcie będą się łamać. Pod koniec zeszłego roku zaczęłam również nową pracę - stres, obowiązki, inny tryb życia, brak witamin. Te wszystkie czynniki wpłynęły na to, że postanowiłam sięgnąć po jakiś dobry suplement, który dostarczy mojemu organizmowi wszystkich niezbędnych witamin i mikroelementów, pozwalających na zahamowanie wypadania włosów (może nawet przyspieszenie ich wzrostu?), poprawę stanu cery i zapuszczenie paznokci. Na co się zdecydowałam? Na stary, sprawdzony Merz Spezial.


W moje ręce trafiły od razu 3 opakowania (180 drażetek), pozwalające na pełną, 3-miesięczną kurację. Pamiętam, jak brałam te suplementy jeszcze w gimnazjum, kiedy hormony buzowały i chciałam trochę poprawić swoją cerę i wyhodować ładniejsze włosy. Czy pomógł? Nie wiem, bo brałam go za krótko. Zawsze kończyło się tylko na jednym opakowaniu i choć wydawało mi się, że poprawa jest widoczna, mógł to być tylko efekt placebo. 

W tym miejscu poruszę kwestię finansową, bo Merz Spezial nie należy do suplementów tanich. Dlatego też, gdy byłam młodsza, było mi szkoda pieniędzy na tak drogie tabletki. Jedno opakowanie kosztuje obecnie na DOZie 46 zł, co pomnożone przez 3 (pełna kuracja) daje aż 138 zł. Dużo? Zdecydowanie tak. Nie ma co ukrywać, że na rynku jest dużo tańszych suplementów. Ale czy są równie dobre?


Merz Spezial to, jak podkreśla producent, unikatowa kompozycja 15 witamin i minerałów, która doskonale regeneruje włosy, skórę i paznokcie. Główne składniki to: witamina C, niacyna, witamina E, kwas pantotenowy, witamina B6, witamina B2, witamina B1, witamina A, folacyna (kwas foliowy), biotyna, witamina B12, żelazo, cynk, sproszkowane białko soi (cysteina i metionina). 

Drażetki są małe i łatwe do połknięcia, nie pozostawiają w ustach nieprzyjemnego, ziołowego posmaku, jak inne. Stosowałam je tak, jak zaleca producent, czyli 2 razy dziennie, jak do tej pory przez 6 tygodni. Zdarzyło mi się zapomnieć o nich tylko kilka razy, co i tak jest dobrym wynikiem, bo zazwyczaj w przypadku suplementacji jestem bardzo niesystematyczna. 


Jakie efekty zauważyłam na półmetku kuracji? Jeśli chodzi o skórę, na początku mnie wysypało. I to tak dość poważnie - duże, czerwone, bolące guzy, głównie w okolicach brody i czoła. Wiedziałam jednak, że to przejściowe, bo moja skóra reagowała tak samo przy Biotebalu, czy Vitapilu. Zastanawiałam się nawet, czy nie przerwać kuracji, ale wytrzymałam. Stan cery poprawił się dopiero po około 2-3 tygodniach. Wszystko zeszło i na szczęście nie zostały blizny. Teraz moja twarz wygląda lepiej, niż przed rozpoczęciem kuracji - jest gładsza, rzadko mi coś wyskakuje, a przebarwienia, które były, stały się trochę jaśniejsze. 

Włosy na pewno rosną szybciej. Widzę to po odroście - specjalnie pofarbowałam włosy wraz z rozpoczęciem suplementacji Merz Spezial. Jeśli chodzi o wypadanie włosów i ich ogólny stan, widzę delikatną poprawę. Na szczotce i w odpływie wanny jest zdecydowanie mniej włosów, a te nowe, które rosną, są bardziej błyszczące i wyglądają zdrowiej. 



Jedynie na paznokcie Merz Spezial jak do tej pory (kuracja jeszcze trwa) w ogóle mi nie pomógł. Jak się łamały, tak się łamią i gdyby nie hybrydy, nie mogłabym ich w ogóle zapuścić. Mam jednak nadzieję, że to się zmieni - przede mną jeszcze półtora miesiąca :) 

Kolejne sprawozdanie pojawi się na blogu, gdy skończę ostatnią buteleczkę drażetek. Jak na razie jestem pozytywnie zaskoczona, szczególnie jeśli chodzi o włosy. Moja cera jest bardzo kapryśna i różnie reaguje na nagły zastrzyk witamin, ale mam nadzieję, że w końcu się unormuje. Paznokcie - no cóż... Nie zęby, odrosną :D Nie wymagam cudów, choć jednak gdzieś w głębi duszy liczę na to, że poprawa wreszcie będzie widoczna. 

A Wy, stosowałyście Merz Spezial? Jakie suplementy na skórę, włosy i paznokcie polecacie? 


Hybrydy od BlueSky Nails

Odkąd poznałam zalety manicure hybrydowego, praktycznie przestałam używać zwykłych lakierów. Hybrydy są trwalsze, mocniejsze, a przede wszystkim pozwalają zapuścić paznokcie i dzięki nim nie trzeba zmieniać koloru co dwa dni, ze względu na odpryski. 

Jakiś czas temu w moje ręce trafiły nowe lakiery hybrydowe, wcześniej nieznanej mi firmy BlueSky Nails, które, jak się okazało, szybko stały się moimi ulubieńcami.



Postawiłam na dwa wyraziste kolory - granat i fuksję, czyli numery A24 i A63 (do podejrzenia TUTAJ). Lakiery mają dość szerokie, ale wygodne w użyciu pędzelki i gęstą, ale idealną do nakładania konsystencję. Nie rozlewają się na skórki i nie robią smug, co bez wątpienia ułatwia ich aplikację - nawet laik poradziłby sobie z wykonaniem hybryd przy użyciu lakierów BlueSky!



Top Coat współpracuje nie tylko z lakierami BlueSky, ale także innymi markami. Pięknie nabłyszcza i utwardza paznokcie, przy czym blask pozostaje niezmiennie taki sam, dopóki nie postanowimy ściągnąć hybryd. W przypadku innych top coatów zdarzało się, że paznokcie po jakimś czasie robiły się matowe - tutaj czegoś takiego nie zaobserwowałam. Manicure jest przez ok. 2 tygodnie taki sam, jak w dniu pomalowania, widać tylko odrosty. Nic nie odpryskuje, nie odkleja się, nie łamie - po prostu cudo! 


Jeśli chodzi o kolory, jestem bardziej zadowolona z fuksji. Granat owszem, kryje po dwóch cienkich warstwach, ale lubi zostawiać prześwity. Fuksja daje równomierny kolor na całej płytce,  nie pozostawiając smug i widocznych końcówek. Efekt po tygodniu od wykonania manicure widoczny na zdjęciach :)



Lakiery są bardzo wydajne, ze względu na swoją konsystencję, ale również dużą pojemność buteleczek - każda mieści w sobie 10 ml. Cena, w porównaniu do jakości, nie jest wygórowana - każdy odcień kosztuje 29,99 zł. Jestem bardzo zadowolona z trwałości hybryd BlueSky i mogę z czystym sumieniem polecić je każdej dziewczynie, która ceni sobie intensywne kolory i niezniszczalność paznokci :) Wszystkie kolory możecie obejrzeć na stronie producenta <KLIK>, a jest co oglądać, bo wybór jest naprawdę ogromny!


Evree, Max Repair, Regenerujące serum do paznokci + ROZDANIE

Piękne dłonie to wizytówka kobiety. Każda z nas lubi mieć nawilżoną, gładką skórę i długie, zadbane, mocne paznokcie. O ile z tym pierwszym nie ma problemu, tak paznokcie (przynajmniej w moim przypadku) są bardziej wymagające i potrzebują szczególnej uwagi. Jak wiecie, często robię manicure hybrydowy, a do jego usuwania używam acetonu, który wysusza skórki i osłabia płytkę. Jak sobie z tym radzić? Ja znalazłam na to sposób :)

Moje paznokcie wreszcie zaczęły rosnąć! A to wszystko dzięki kolejnemu, świetnemu produktowi od Evree - serum do paznokci Max Repair. Swoją drogą, czy oni mają jakiś bubel w swojej ofercie? Bo jak na razie wszystko, co wpadnie mi w łapki, od razu zyskuje miano ulubieńca :)

Nie jest to typowa odżywka, którą nakładamy jak lakier. Jest to olejowe serum, które wsmarowujemy w płytkę i czekamy aż do wchłonięcia. O olejowaniu paznokci słyszałam już dawno, ale używałam do tego tylko olejku rycynowego. Jego aplikacja nie była zbyt wygodna i higieniczna, bo wszystko było tłuste, a wchłaniał się dosłownie wieki. Z serum Max Repair jest inaczej.

Kosmetyk dostajemy w niewielkiej, 8-mililitrowej tubce, zakończonej aplikatorem w formie pędzelka. Aby wydobyć serum z opakowania, wystarczy lekko nacisnąć tubkę, a potem wsmarować olejek w paznokcie i skórki. Prosta i higieniczna aplikacja, bez paprania sobie rąk w tłustej mazi - dla mnie bomba! 

Jeśli chodzi o konsystencję preparatu, jest to dość rzadki olejek, który dość szybko się wchłania. Uważajcie, żeby nie wylać go na paznokcie za dużo, bo może ściekać, ale dla mnie nie jest to problem - lepiej dołożyć, niż potem poślizgnąć się na tłustych płytkach w łazience :D


Serum używam około 3-4 razy dziennie, wmasowując je w płytkę i skórki, bądź pozostawiając do wyschnięcia. Gdy miałam pomalowane paznokcie (co ostatnio zdarzało się baaardzo rzadko), kosmetyk ląduje tylko na skórkach. Po ponad 3 tygodniach stosowania, zauważyłam, że coś jest nie tak... Przecież moje paznokcie nie sięgały nawet poza opuszki, a teraz... Same zobaczcie:


Jestem naprawdę pod wrażeniem, bo serum znacznie przyspieszyło wzrost paznokci i widocznie je wzmocniło - wystarczyło tylko regularnie maziać paznokcie naolejonym pędzelkiem. Nie łamią się, nie rozdwajają, są twarde i mocne. Skórki są może bardziej nawilżone, ale nadal się zadzierają, więc nadal walczę, ale Max Repair to serum do paznokci, a nie do skórek :)

Myślę, że kluczową rolę odgrywa tu skład, w którym znajdziemy aż osiem naturalnych olejków: oliwkowy, winogronowy, makadamia, ostropestowy, awokado, abisyński, arganowy i jojoba. Mimo, że to naturalna mieszanka, serum ma naprawdę przyjemny, owocowy, świeży zapach, który uprzyjemniał aplikację. Jestem pozytywnie zaskoczona ceną - Serum Max Repair możecie kupić w Rossmannie, a zapłacicie za nie ok. 15 zł. Czujecie się skuszone? :D



Dla tych, które chciałyby odżywić i wzmocnić swoje paznokcie, mam niespodziankę. 
Jedno serum jest dla Was
Mini rozdanie potrwa do przyszłej niedzieli, tj. 23.08
Aby przetestować Max Repair, wystarczy obserwować publicznie mojego bloga i dać znać w komentarzu, że bierzecie udział :)

Powodzenia!

______________

Serum zgarnia Karolina Jastrząb! Gratulacje :)
Czekam na maila z danymi do wysyłki.

Manicure na randkę - SEMILAC 063, Legendary Red

Dziś mam propozycję dla dziewczyn, które cenią sobie trwały manicure, a jednocześnie lubią klasyczne, krwiste czerwienie na paznokciach. Przygotowałam hybrydowy, jednokolorowy mani, który nada się zarówno na większe wyjście - imprezę, randkę, jak również na co dzień :)


Do wykonania tego manicure użyłam lakieru SEMILAC, który powalił mnie swoją pigmentacją i trwałością. Mani wygląda tak samo pierwszego, jak i 15-go dnia po pomalowaniu - widoczne są tylko odrosty. Do pełnego krycia wystarczyły mi dwie cieniutkie warstwy, które pokryłam klasycznym, błyszczącym topem. 


Odcień czerwieni, który sobie wybrałam to akurat numer 063, o wdzięcznej nazwie Legendary Red. Semilac ma w swojej ofercie inne czerwienie - zimne, ciepłe, wpadające w burgund i bordo - wszystkie piękne, ale mnie wpadł w oko akurat ten :) Jest naprawdę piękny, głęboki, mega seksowny i elegancki. 

Poniżej zdjęcia w świetle dziennym i w pełnym słońcu - spójrzcie na ten błysk!



Lakiery Semilac polecam wszystkim dziewczynom, które zaczynają swoją przygodę z hybrydami - są w miarę tanie, mega trwałe, naprawdę dobre jakościowo, a gama kolorystyczna jest przeogromna! Więcej kolorów znajdziecie na stronie semilac.pl.

Jak Wam się podoba Legendarna Czerwień? :)


Kolor roku 2015 na paznokciach - Golden Rose, Rich Color nr 78

Pewnie te z Was, które regularnie śledzą trendy modowe wiedzą, że kolorem roku 2015 została marsala :) Jest to połączenie różu z czerwienią - kolor uniwersalny i dobry na każdą okazję. Marka Golden Rose jak zwykle nie zawodzi i szybko podąża za modą. Oprócz beżu i szarości, które mogliście obejrzeć w TYM poście, w ofercie lakierowej pojawiła się również marsala. 


Tym razem mowa o serii Rich Color, z grubym pędzelkiem i świetną pigmentacją :) Krycie jest zadowalające już po jednej, grubszej warstwie, ja jednak jak zwykle nałożyłam dwie cieńsze. Pędzelek jest zaokrąglony, dość szeroki i wygodny w użyciu. Bezproblemowo nakłada się z jego pomocą lakier, który jest bardziej gęsty, niż te z serii Color Expert i lubi trochę smużyć. 

Co do wysychania, jest trochę gorzej, niż z nudziakami. W przypadku marsali musiałam poczekać trochę dłużej, niż kilka minut, aby wrócić do codziennych czynności. Zgodzę się jednak z tym, że jest mega błyszczący i trwały - bez uszczerbku wytrzymał u mnie 4 dni, potem pojawiły się odpryski, ale tylko na jednym paznokciu. Myślę, że to dość niezły wynik, jak na (nie)zwykły lakier :)

Na zdjęciach widzicie lakier w świetle dziennym i w słońcu, po 2 dniach noszenia. Pięknie się błyszczy, prawda? :) Uważam, że zdjęcia dość wiernie oddały kolor, ale w rzeczywistości jest on trochę bardziej czerwony. 


Przyznam, że na początku marsala wydawała mi się mdła i bez wyrazu, ale teraz spodobała mi się na tyle, że często sięgam po ten lakier :) Nadaje się zarówno na co dzień, jak i na większe wyjścia. Pasuje do stylizacji eleganckich i tych na luzie - nie bez powodu okrzyknięto go kolorem roku 2015! 

A Wy co myślicie o marsali? Podoba Wam się, czy raczej nie zasłużył na miano koloru roku?


Lakierowe nowości Golden Rose na sezon wiosna/lato 2015

Zima oficjalnie jeszcze nas nie opuściła, ale przyznajcie szczerze, ile z Was poczuło już wiosnę? :) Widać to zarówno w naszych szafach, jak i w makijażu. Ale dziś przedstawię Wam pierwszą jaskółkę, która mam nadzieję, uczyni już wiosnę :) A owa jaskółka należy do rodziny paznokciowych! :D 


W sezonie wiosna/lato 2015 królować będą zdecydowanie kolory nude, a także delikatne szarości (czyżby sprawka Pana Greya?) i róże. Marka Golden Rose także wzbogaciła swoją paletę odcieni lakierów o kilka nowych - dziś przedstawiam świeżutkie kolorki z serii Color Expert - numerki 103 i 98.


Oba lakiery mają grube, wygodne pędzelki i świetną pigmentację - już jedna, solidna warstwa wystarczy do całkowitego pokrycia płytki. Schną dość szybko, co dla mnie jest ważne, bo nie lubię siedzieć godzinami i czekać, aż będę mogła wrócić do codziennych czynności :) Co prawda od tego są top coat'y, ale jak wiemy, nie współpracują one z każdym rodzajem lakieru. 


Co do trwałości - 4 dni bez odprysków, potem pościerały się końcówki i całość nie wyglądała zbyt ciekawie, chociaż to raczej z mojej winy - wiecie jak to jest sprzątać i szorować naczynia bez rękawic... :) Myślę, że w normalnych warunkach lakiery wytrzymałyby około tygodnia :)

Kolory są bardzo ładne, delikatne i eleganckie. Oba trafiły w moje gusta i myślę, że często będę po nie sięgać. Szczególnie beż wygląda bardzo dobrze, a i krycie jest zadowalające - pewnie zdajecie sobie sprawę, że ciężko trafić na dobrze kryjący, jasny lakier. Zobaczcie, jak wiosenno/letnie nowości prezentują się na moich paznokciach:




Lakiery już niebawem będą dostępne na stoiskach Golden Rose, a ich cena to ok, 6-7 zł :) Myślę, że warto poszukać nowych odcieni, bo naprawdę są warte wypróbowania! Podobają Wam się? :)


Walentynkowy mani z hybrydami od Semilac - Classic Nude, Coral Beach

O hybrydowym manicure pewnie słyszała już większość z Was. Utrzymuje się od 2 do 3 tygodni, a do jego wykonania potrzebujemy tylko bazy, topu, hybrydowego lakieru i lampy UV. Do przygotowania płytki będzie potrzebny blok polerski i odtłuszczacz, ale to myślę, że każda z Was w domu ma :) Hybrydy mają swoje wady i zalety, ale wyglądają tak pięknie, że już nie mam ochoty i czasu używać co kilka dni zwykłych lakierów.


Patrząc na przepiękne zdjęcia hybryd w internecie, ja również zdecydowałam się spróbować tego rodzaju mani. Mój wybór padł na lakiery SEMILAC, które są jednymi z tańszych lakierów dostępnych na polskim rynku (26zł/butelkę), ale powalają jakością :) Na paznokciach wyglądają naprawdę przepięknie, a utrzymują się bez szwanku tyle, ile obiecuje producent, czyli 2-3 tygodnie. Potem trzeba je zdjąć, ale tylko dlatego, że na dole widać już niezbyt estetyczny odrost.


Na zdjęciach poniżej widzicie stan moich hybryd po tygodniu noszenia. Do wykonania tego manicure użyłam dwóch kolorów lakierów - 038 Coral Beach i 004 Classic Nude - nazwałam go walentynkowym, bo na Walentynki wcale nie musicie mieć czerwonych serduszek i ust na pazurach :) Niech to będzie moja alternatywna propozycja na święto, którego sama nie obchodzę. 




Po tygodniu odrost jest już widoczny, ale jeszcze nie na tyle, żeby rzucał się w oczy i zmusił mnie do ściągnięcia lakieru. Paznokcie są w stanie nienaruszonym - błyszczą jak w dniu nałożenia, a kolor jest tak samo intensywny. Jestem bardzo zadowolona z efektu i dopóki nie zniszczę sobie płytki, będę robić hybrydy regularnie :)



JELID, Chusteczka zmywająca lakier do paznokci + ROZDANIE

Przyznam się Wam do czegoś. Nienawidzę zmywać paznokci!!! Malować - owszem, ale najlepiej żeby lakier po tygodniu sam odpadł, bo na samą myśl o acetonowym smrodku i tonie zużytych wacików, przechodzą mnie dreszcze. Nie mówię już o mazaniu się lakierem po łapach, przyklejających się do palców wacikach i godzinach tarcia przy zmywaniu lakierów piaskowych lub brokatowych... Istna katorga!

Marka FLOpharma wymyśliła coś dla osób takich jak ja - chusteczki zmywające lakier z paznokci Jelid. Chusteczki nie zawierają acetonu i pozostawiają miły zapach. Kosztują 1 zł za dwie sztuki (w pudełku jest 50 sztuk, więc wychodzi 25 zł), są małe i poręczne, a jedna chusteczka ma zmyć 10 paznokci. Brzmi nieźle, ale jak obietnice producenta mają się do rzeczywistości?

Każda z chusteczek jest zamknięta w malutkiej saszetce - aby rozpocząć zmywanie, wystarczy ją rozedrzeć. Są naprawdę niewielkie (wyczytałam gdzieś, że mają wymiary 6x6 cm) i poręczne, a przy tym ładnie pachną i nie mają nic wspólnego ze smrodem, jakim raczy nas tradycyjny zmywacz. Nie przyszło mi do głowy, żeby zrobić zdjęcie składu, ale płyn jakim są nasączone, zawiera olej kokosowy i witaminę E.

Przejdźmy do zmywania. Na paznokciach mam dwie cieniutkie warstwy czerwonego lakieru, bez żadnej bazy i top coatu (co zdarza się rzadko, bo raczej noszę manicure dłużej niż parę godzin). Wyjmuję chusteczkę z opakowania i pierwsze, co zauważam to fakt, że jest jakby trochę... sucha. W odpowiedzi na mój komentarz pisała też o tym u siebie Angel. Pierwsza wada: chusteczki Jelid mogłyby być trochę bardziej nasączone. Mimo, że małe, są jednak wygodne w użyciu i nie sprawiają mi problemów podczas prób usunięcia lakieru.

Jak widzicie na zdjęciu poniżej, jedną rękę bez problemu udało mi się zmyć jedną chusteczką. Z drugą dłonią było już trochę gorzej, więc sobie darowałam. Uważam, że to i tak dobry wynik, jak na małą, niepozorną chusteczkę - może i dałaby radę zmyć obiecane 10 paznokci, gdybym pomalowała je jakimś jasnym, nudziakowym kolorem :) Gorzej radzi sobie z lakierami pokrytymi topem, piaskami i lakierami brokatowymi. Skórki nie są suche, jak w przypadku tradycyjnych zmywaczy, wręcz przeciwnie - nawilżone i miękkie, ze względu na olej kokosowy. Zmywaczowego smrodu brak.

Chusteczki Jelid bez problemu radzą sobie ze zmywaniem lakieru z paznokci (choć obietnica o 10 paznokciach widoczna na opakowaniu jest mocno naciągana), ładnie pachną i nie wysuszają skórek, choć mogłyby być trochę bardziej nasączone. Są małe i poręczne, zamknięte w wygodnych saszetkach, świetnie nadają się więc na podróż, gdy nie chcemy zabierać ze sobą butli zmywacza i torby wacików ;) Nie są drogie, a ponadto kupując je w aptece, wspieramy podopiecznych fundacji wcześniak Rodzice-Rodzicom. Fajny, innowacyjny produkt, który dużo ułatwia, choć nie jest bez wad :)






Na koniec niespodzianka - Wy też możecie przetestować chusteczki zmywające lakier z paznokci Jelid w swoim domu. Mam dwa opakowania, więc jedno postanowiłam oddać którejś z moich czytelniczek. 
Jeżeli chcesz wygrać pudełko zawierające 50 sztuk chusteczek Jelid, zaobserwuj publicznie mojego bloga, a w komentarzu pod tym postem wpisz swój nick. Rozdanie trwa do 1 grudnia, wyniki ogłoszę w ciągu tygodnia. Powodzenia! :)


P.S.
Przypominam o trwającym rozdaniu z odżywką do rzęs RevitaLash [KLIK]. Macie jeszcze półtora tygodnia na zgłoszenie!




Nowość od Wibo - WOW Granite Sand

W drogeriach Rossmann już pojawiły się jesienne nowości od Wibo, a wśród nich lakier do paznokci WOW Granite Sand. Moją uwagę przykuło opakowanie - inne od dotychczasowych lakierów, prostokątne, z szeroką nakrętką. Wkładając go do koszyka, spodziewałam się czegoś w rodzaju Lemaxowych marmurków, a okazało się, że to... coś, czego jeszcze nie było ;)

Jest to bowiem lakier piaskowy. Ale nie taki zwykły, kolorowy piasek. Na paznokciach wygląda jak prawdziwy piasek, taki, po którym chodzimy podczas spacerów po plaży. Zdjęcia niestety nie oddają uroku tego cudeńka - musicie spróbować same :) 

Jeżeli chodzi o nakładanie, pędzelek jest wąski i precycyjny, ale trochę niewygodnie się go trzyma, ze względu na szeroką nakrętkę. Wysycha szybko, jest w 100% matowy i bardzo trwały (jak wszystkie piaski od Wibo) - na zdjęciach widzicie lakier po 4 dniach noszenia. Kryje po jednej warstwie, ale ja dla pewności nałożyłam jeszcze jedną :)

Opakowanie, które zawiera 8,5 ml kosztuje ok. 8 zł (do nabycia w drogeriach Rossmann). Lakier jest dostępny w 5 kolorach. Moim zdaniem najpiękniej wygląda właśnie ten, na który ja się zdecydowałam, czyli numerek 5, ale kusi mnie jeszcze dwójka, czyli trochę ciemniejszy beż. 





Jak Wam się podoba jesienna nowość od Wibo? :)


Biel idealna - Lakier do paznokci MIYO Mini Drops 160 Malibu

Te z Was, które lubią biel na paznokciach, pewnie wiedzą, jak ciężko jest znaleźć biały lakier, który ma przyzwoite krycie, nie smuży i... jest naprawdę biały - bez dodatku beżu. Ja taki znalazłam. I to zupełnie przypadkiem, grzebiąc w promocyjnym koszu w Naturze. 


Malibu to czysta, mleczna, kredowa biel, bez shimmeru. Pędzelek jest dość wąski, ale odpowiednio długi i dobrze manewruje się nim na płytce. Konsystencja odpowiednia - nie za gęsta i nie za rzadka. Nie rozlewa się po skórkach, ale też nie robi smug. Pełne krycie uzyskujemy już po dwóch warstwach, co (jak na biały lakier) jest bardzo dobrym wynikiem.


Wysycha dość szybko. Po około 10 minutach możemy wrócić do codziennych czynności. Nie wiem jak długo utrzymuje się na paznokciach w nienaruszonym stanie, bo noszę go dopiero drugi dzień, ale jak na razie ubytków brak. Zapłaciłam za niego coś około 3 złotych ;)




Jak Wam się podoba na paznokciach? Znalazłyście swoją idealną biel? ;)

AddThis