Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż oczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż oczu. Pokaż wszystkie posty

WIBO, Neutral Eyeshadow Palette - swatche + recenzja

Choć większość moich palet do makijażu jest w tej samej, beżowo-brązowej tonacji i choć zarzekałam się, że jej nie kupię, bo mam już nadmiar cieni, to... Uległam ;) Pod ostatnim postem na temat kulek Star Glow pojawiły się Wasze pytania o tę paletę, więc postanowiłam, że na blogu jednak pojawi się jej recenzja. Mowa o Neutral Eyeshadow Palette marki Wibo, która znika z Rossmannowskich półek z prędkością światła. 


Jak pisze producent, jest to paleta składająca się z 15 kultowych odcieni w naturalnych kolorach ziemi, które idealnie sprawdzą się zarówno przy naturalnym dziennym makijażu, jak i wieczorowym smoky eye. Beże, brązy i szarości, zarówno matowe, jak i błyszczące - coś, czego rzeczywiście używam na co dzień i czym umiem się posługiwać w makijażu oczu. Takie kolory są bezpieczne i pasują chyba do każdego typu urody, więc bez żadnych wątpliwości zdecydowałam się na zakup :)


Jeśli chodzi o same walory estetyczne, jest bardzo dobrze. Paletka jest papierowa (tak, jak palety The Balm), ale nie przeszkadza to w użytkowaniu. Jest leciutka, niewielka i poręczna, a przy tym bardzo dobrze wykonana - w środku znajdziemy dobrej jakości, niezniekształcające lusterko, a każdy cień jest podpisany. Kwadraciki z cieniami są przykryte folią, dzięki czemu szkło się nie brudzi, a paletę łatwo utrzymać w czystości.   


Jakość cieni jest różna. Niektóre są mocno napigmentowane, mięciutkie i kremowe, niektóre bardziej twarde i ciężej się rozcierają. Ogólnie jednak jestem skłonna ocenić całą piętnastkę na dobrą 5 z plusem, bo jak na tę cenę (ok. 27 zł w sklepie internetowym), jest naprawdę dobrze! Najchętniej używam oczywiście tych matowych, ale błyszczące też są w ruchu - to chyba jedyna paleta, w której podobają mi się wszystkie kolory :)


Podsumowując, polecam paletę wszystkim amatorkom, które potrzebują zestawu nieźle napigmentowanych cieni za niewielkie pieniądze. Profesjonalne makijażystki, które miały już do czynienia z dobrymi, drogimi cieniami, mogą być lekko zawiedzione. Kolory są naprawdę ładne i pozwolą na stworzenie zarówno delikatnego, dziennego makijażu, jak i bardziej odważnego, wieczorowego smoky.  Sama paleta jest ładna i praktyczna, więc bez problemu możecie zabrać ją w podróż - macie rozświetlacz, bronzer i zestaw do wykonania makijażu oka w autobusie, pociągu, czy też na plaży :D Jestem na tak!

Poniżej swatche wszystkich kolorów z krótkimi opisami.Zielonym kolorem zaznaczyłam te, które świetnie się rozcierają i są idealnie napigmentowane, a niebieskim te, które są słabsze, niż reszta. 

magic touch - szampański, rozświetlający cień, idealny do wewnętrznego kącika, czy też pod łuk brwiowy (niemalże identyczny jak Wibo Diamond Illuminator, delikatnie bardziej wpada w róż)
sparkling nude - błyszczący odpowiednik peach cream; jasna brzoskwinka ze złotymi drobinkami
sweet toffie - mój ulubieniec <3 świetnie napigmentowane, stare złoto 
most wanted - chłodny, jasny brąz z drobinkami, niestety słabo napigmentowany
graphite fantasy - idealny, błyszczący grafit, który niestety robi plamy i słabo się rozciera

light fantasy - biały, matowy cień, niestety mało napigmentowany :(
peach cream - jasny beż, idealnie zgrywa się z naturalnym odcieniem mojej skóry, dobry do nałożenia na całą powiekę, czy skorygowania kształtu brwi
summer breeze - jaśniutki, chłodny brąz, który z powodzeniem może służyć jako bronzer do twarzy
bitter chocolate - mocno napigmentowana, błyszcząca czekoladka
night heaven - cudny, granatowo - srebrny cień, który może "zrobić" cały makijaż :) świetny na wieczór


naked look - jasny, matowy beż/ecru, który z powodzeniem zastępuje biel w tej palecie
secret eye - średni brąz, który byłby idealny do załamania powieki, gdyby tylko był lepiej napigmentowany...
milk chocolate - ciemny, chłodny brąz - kolejny, który jest ciągle w ruchu
warm soil - ciemny, ciepły brąz -również w użyciu niemalże codziennie
smoky black - czarny jak smoła, świetnie napigmentowany cień, dobry do wieczorowego smoky

Jak Wam się podoba paleta Neutral od Wibo? Które odcienie wpadły Wam w oko?



Nowości w Drogeriach Natura: mySecret Glam&Shine, KOBO, Seyo

Karnawał to czas, kiedy firmy produkujące kosmetyki do makijażu prześcigają się we wprowadzaniu na rynek nowości. Szafy z kolorówką w Drogeriach Natura po prostu pękają w szwach! My Secret, KOBO i Sensique co rusz wypuszczają nowe produkty - za każdym razem jestem zachwycona paletą barw, ich pigmentacją i trwałością. Jak widać na załączonych obrazkach, w tym sezonie modny jest kolorowy błysk na oku i mat na ustach :) Przyjrzyjmy się bliżej świeżynkom, już dostępnym w większości drogerii Natura:


KOBO Professional Matte Lips - 15,99 zł/4,5 g

Pomadka zapewniająca ustom trwałe satynowe wykończenie i pełne nasycenie kolorem. Połączenie specjalnie dobranych polimerów oraz składników aktywnych pozwala ustom utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, jędrności oraz wygładzenia.Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że produkt długo utrzymuje się na ustach. Po aplikacji usta należy odbić chusteczką w celu utrwalenia matowego efektu. Dostępne w 6 kolorach. 

MY SECRET Glam Specialist Eyeliner - 7,99 zł/4 ml

GLAM SPECIALIST to wyjątkowy specjalista od niepowtarzalnego makijażu. Cienki pędzelek umożliwia łatwą aplikację, a dzięki wyjątkowej formule eyeliner nie rozmazuje się i pozostawia efekt widoczny przez cały dzień. Produkt dostępny w 3 kolorach.


Eyelinery My Secret mają świetne kolory - najbardziej spodobał mi się kobalt i morska zieleń. Są w pełni matowe i szybko wysychają. Nie robią smug, kreska jest jednolita, ale czasem lubią popękać, szczególnie ten najciemniejszy, śliwkowy. Jeśli chodzi o szminki KOBO, są bardzo tępe w nakładaniu, ale długotrwałe i mocno nasycone. Usta po odciśnięciu na chusteczce są w 100% matowe i pięknie podkreślone. Ja mam akurat dwa najjaśniejsze kolory, ale ciekawa jestem, jak na wargach zachowuje się ciemny burgund ;)




MY SECRET Glam & Shine Eyeshadow - 8,99 zł/3 g
Cienie do powiek tworzące metaliczną poświatę, która doda spojrzeniu blasku i świeżości. Trwałe pigmenty idealnie stapiają się ze skórą i równomiernie pokrywają powiekę. Poprzez odpowiednie stopniowanie intensywności koloru produkt dobrze sprawdzi się przy okazji zarówno dziennego, jak i wieczorowego makijażu.


Chyba nie muszę nic pisać? :) Cienie są po prostu prześliczne, szczególnie dwa ostatnie odcienie, czwórka i piątka. Pięknie się mienią, są bardzo dobrze napigmentowane, bezproblemowo się rozcierają i długo utrzymują na powiece. Na karnawał jak znalazł - to zdecydowanie mój faworyt wśród zimowych nowości :)


MY SECRET I love my style Lip Liner, 7,49 zł/ 1,4 g

Pokochaj swój styl w makijażu! Wypróbuj hipoalergiczną kredkę do ust, która sprawi, że Twoje usta będą zjawiskowe. Zawiera naturalne woski i oleje oraz witaminę E.

Dostępna w 4 kolorach: 01 Party Pink, 02 Nude Lips, 03 Coral i 04 Marsala.


Kredki są trwałe i dobrze napigmentowane. Dobrze rozprowadzają się na ustach, długo utrzymują, nie robią smug i nie rozmazują się. Najbardziej podobają mi się numerki 03 i 04, choć ten ciemniejszy ciężko równomiernie nałożyć. Można je nosić samodzielnie, lub ze szminkami o zbliżonych odcieniach ;)




MY SECRET Glam&Shine Nail Polish, 6,99 zł/10 ml

Lakiery do paznokci o nowoczesnej, lekkiej formule, która zapewnia równomierne rozprowadzenie oraz zapobiega powstawaniu smug. Dostępny w 8 kolorach.

Lakiery My Secret znam i lubię, szczególnie te z zatopionymi drobinkami (choć wiem, że zmywają się tragicznie :P). Nowe kolory wyglądają naprawdę pięknie i już nie mogę się doczekać, aż pomaluję nimi paznokcie. Na razie jednak mam przerwę od malowania, więc te cudeńka poczekają na swoją kolej. 

Odżywki do paznokci KOBO - 9,99 zł/ szt.

Brillance Nails - utwardza i przedłuża trwałość lakieru
Nails Restorer - wzmacnia słabe i zniszczone paznokcie
Intensive Hardener - zabezpiecza przed rozdwajaniem i łamaniem
Powerful Nails - odżywka regenerująca i wzmacniająca
Instantly White - usuwa przebarwienia na paznokciach i wybiela płytkę


I na koniec aromatyczne żele pod prysznic Seyo, które pokazywałam Wam już na Facebooku i Instagramie :) Moim zapachowym faworytem jest miód i imbir - idealny na długie, zimowe wieczory. Piżmo i drzewo sandałowe świetnie odpręża i uprzyjemnia kąpiel, natomiast róża przypadnie do gustu fankom kwiatowych woni - ja za takimi nie przepadam. Wszystkie żele są gęste i dobrze się pienią, a duże, 500 ml butle kosztują piątaka. Skusicie się? 

Które z nowości najbardziej Wam się spodobały? 
Po które pobiegniecie do sklepu? ;)


Jesienne nowości My Secret i KOBO - już od jutra w drogeriach NATURA!

Idzie jesień, a wraz z nią kolorystyczne nowości w kosmetykach do makijażu :) Dziś chcę zaprezentować Wam produkty My Secret i KOBO, które będą dostępne w drogeriach Natura od 17 września, czyli już jutro! Tym razem postawiono na stonowane brązy, beże i fiolety na powiekach, kryjące podkłady i piękne, kolorowe lakiery do paznokci. Ja już nie mogę się doczekać, aż wpadną w moje ręce. Zapraszam do oglądania! 

My Secret GEL EFFECT NAIL POLISH - edycja limitowana
Nowoczesna formuła lakieru do paznokci nadaje żelowe wykończenie bez użycia lampy UV. Zapewnia łatwą aplikację, niezwykły połysk, trwałość do 7 dni i odporność na uderzenia.
Produkt dostępny w 4 kolorach.
Pojemność: 10 ml. Cena: 6,99 zł

My Secret WAX MATT NAIL POLISH - edycja limitowana
Nowoczesna formuła lakieru zapewnia wykończenie o woskowej strukturze z subtelnym połyskiem.
Produkt dostępny w 4 kolorach.
Pojemność: 10 ml. Cena: 6,99 zł.

Chociaż do tej pory nosiłam na paznokciach tylko hybrydy, teraz często zmieniam kolory i testuję nowe lakiery. Ciekawią mnie te z efektem woskowej struktury, bo podobają mi się delikatne maty. Jeżeli miałabym wybrać kolor, który najbardziej mi się spodobał, miałabym niemały dylemat. Wszystkie są piękne i wszystkimi z chęcią pomalowałabym paznokcie! :) 

My Secret I LOVE MY STYLE HIGHLIGHTER
Rozświetlacz w formie kredki. Zastosowany w wewnętrznych kącikach oczu i poniżej brwi optycznie powiększy oczy. Hipoalergiczna formuła na bazie naturalnych wosków gwarantuje perfekcyjną aplikację i zapewnia wyjątkową trwałość makijażu. Dostępne w dwóch kolorach. Waga 3,6 g. Cena 9,99 zł

My Secret I LOVE MY STYLE MASCARA
Idealnie rozdzielone i pomalowane nawet najkrótsze rzęsy oraz zwiększona objętość, dzięki innowacyjnej, dwustopniowej szczoteczce.
Dostępny w kolorze czarnym.
Pojemność: 10 ml. Cena 11,99 zł.

My Secret DESIGN YOUR EYEBROW
Delikatna kredka do brwi wyposażona w szczoteczkę do podkreślania i korygowania ich kształtu. Lekka formuła ułatwia aplikację i zapewnia efekt naturalnego wyglądu. Dostępna w dwóch kolorach. Waga: 1 g.  Cena: 7,49 zł.

My Secret WATERPROOF EYELINER
Trwały, wodoodporny, szybkoschnący eyeliner w mazaku. Jego precyzyjny aplikator pozwala na wyraziste podkreślenie oka. Dostępny w dwóch nowych kolorach: brązowym i granatowym. Pojemność: 1,2 ml. Cena: 13,99 zł.

My Secret I LOVE MY STYLE EYESHADOW STICK
Innowacyjna kredka do oczu, którą można zastosować również jako cień do powiek. Formuła zapewnia wyjątkową trwałość makijażu, a kremowa i delikatna konsystencja gwarantuje wygodną aplikację. Dostępne w 6 kolorach.
Waga: 3,6 g. Cena 9,99 zł.

Bardzo lubię cienie w kredkach - rano, gdy się spieszymy i nie mamy czasu na machanie pędzlami, są po prostu niezastąpione. Podobają mi się trzy pierwsze kolory, bo są idealnie dopasowane do mojego gustu makijażowego. Uwielbiam brązy i szarości na powiekach! :) Ciekawi mnie jednak Night Sky. Granatowe cienie to zdecydowany hit nadchodzącej jesieni.

My Secret NATURAL BEAUTY EYESHADOW PALETTE - edycja limitowana
Paleta cieni do wykreowania zarówno makijażu dziennego, jak i wieczorowego w bardziej zdecydowanym stylu. Jedwabista i delikatna struktura ułatwia aplikację. Cienie dobrze przylegają do powieki, zachowując trwałość przez długi czas. Waga: 6 g. Cena 13,99 zł.

Widziałam już ich swatche w internecie i... przepadłam! Są po prostu genialne :) Pigmentacja jest świetna, a kolory cieni bajecznie piękne, typowo jesienne. Jestem ciekawa, jak długo będą utrzymywać się na powiekach.

KOBO PROFESSIONAL Face Contour Mix
Zestaw kremowych podkładów do konturowania twarzy, niezastąpiony w makijażu scenicznym i fotograficznym. Produkt idealnie wtapia się w skórę, tuszuje niedoskonałości i przebarwienia oraz pozwala na osiągnięcie efektu perfekcyjnie wymodelowanej twarzy. Do mieszania lub stosowania pojedynczo. Produkt wizażysty. Waga 12 g. Cena 19,99 zł.

KOBO PROFESSIONAL Ideal Cover Make Up
Trwały podkład korygujący. Jego innowacyjna formuła polecana jest do stosowania zarówno w makijażu fotograficznym, wieczorowym jak i codziennym. Idealnie wtapia się w skórę, kryje niedoskonałości i przebarwienia, wygładza i utrzymuje się na skórze przez wiele godzin. Zawiera naturalne woski roślinne i witaminę E zapobiegające wysuszaniu skóry, które dodatkowo odżywiają ją i wygładzają. Waga 23 g. Cena 17,99 zł. Produkt dostępny w  dwóch nowych kolorach.

Z tego zestawienia najbardziej kusi mnie kółko podkładów do konturowania. Wiem, że są mocno kryjące i kremowe, świetnie rozprowadzają się na twarzy, a efekt, jaki można dzięki nim uzyskać, zdecydowanie przewyższa ten, który można osiągnąć kosmetykami pudrowymi. 

_______________________
Co Wam wpadło w oko? Na co skusicie się przy najbliższych zakupach w Naturze? :)


Odżywka do rzęs REALASH - efekty po 3 miesiącach stosowania

Pamiętacie, jak pokazywałam Wam efekty po miesiącu stosowania odżywki do rzęs REALASH? Wiele z was było zachwyconych wyglądem moch rzęs i pytało, co się dzieje dalej. Obecnie mija już czwarty miesiąc mojej kuracji nową wersją Realasha, więc czas na pełną recenzję ;)


Przede wszystkim zauważyłam zagęszczenie rzęs. Porównując moje obecne zdjęcia z tym, co było parę miesięcy temu (link do posta TUTAJ), jestem naprawdę zachwycona. Teraz mam piękne wachlarze i tusze pogrubiające mi niepotrzebne! Wyrosło mi dużo małych, nowych włosków, szczególnie widać to przy zewnętrznych kącikach oczu. 

Jeżeli chodzi o wydłużenie, najbardziej było to zauważalne po drugim miesiącu kuracji. Teraz już przyzwyczaiłam się do ich długości i nie widzę spektakularnego wzrostu, ale uwierzcie mi, że rzęsy naprawdę duuuużo urosły! Więcej mówię w filmiku - do obejrzenia na końcu postu, a poniżej zdjęcia na potwierdzenie:



Prawda, że nawet niepomalowane wyglądają pięknie? A to wszystko zasługa tego miętowego cudeńka, które kupić możecie na stronie internetowej producenta.

Przepraszam Was za jakość filmu, ale pogoda nie pozwala mi na uzyskanie lepszej... W związku z tym polecam oglądać w HD:



Miałyście do czynienia z Realashem? A może używacie innych odżywek do rzęs?

P.S.
Przypominam o blogowej wyprzedaży - dorzuciłam dzisiaj kilka kosmetyków, więc może Was coś zainteresuje. Link tutaj [KLIK]. 


Neauty Minerals, Mineralne cienie do powiek

Na początku chciałam przeprosić Was za moją długą nieobecność na blogu, ale praca licencjacka pochłonęła cały mój wolny czas... Na szczęście udało mi się wyrobić z terminami i mogę wrócić do regularnego pisania :)

Swoją przygodę z minerałami Neauty zaczęłam pół roku temu, od podkładu matującego, który idealnie podpasował mi zarówno odcieniem, stopniem krycia, jak i właściwościami matującymi. Jego recenzję możecie przeczytać tutaj [KLIK], a dziś skupimy się na nowości w ofercie Neauty, jaka niedawno pojawiła się w ich sklepie, czyli mineralnych cieniach do powiek. 


Na początek spośród dostępnych 22, wybrałam sobie 3 odcienie i już wiem, że chcę więcej! Mineralne cienie zamknięte są w malutkich, plastikowych słoiczkach o pojemności 1g. Nie myślcie sobie, że to mało, bo minerały są okropnie wydajne :) Słoiczki są dobrze wykonane i trwałe - nawet upadki na kafelki im niestraszne! 

Każdy słoiczek wyposażony jest w sitko, które ułatwia aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku na powiekę i zapobiega niekontrolowanemu wysypaniu się cienia, np. podczas podróży. Pigmentacja jest naprawdę świetna i potrzeba niewielkiej ilości, aby uzyskać odpowiedni efekt. Cienie dobrze się rozcierają i łączą ze sobą, nie osypują i wyglądają świetnie, nawet nałożone na sucho i bez bazy. 



Kolory, jakie sobie wybrałam to;
VOLCANIC ASH - średni odcień szarości o matowym wykończeniu,
SANDY BEACH - klasyczny beżowy odcień w matowym wydaniu,

STARRY NIGHT - głęboki granat z dodatkiem delikatnych drobinek.

Wszystkie wyglądają naprawdę pięknie, ale moim faworytem jest Starry Night. Błyszczące drobinki pięknie odbijają światło, dzięki czemu cień przypomina rozgwieżdżone niebo - istne cudo! Sandy beach idealnie nadaje się do pokrywania całej powieki, lub do rozcierania innych kolorów. Volcanic Ash natomiast jest głęboką, matową szarością, jaką rzadko spotyka się w paletkach, bądź w postaci pojedynczych cieni. Kolory są intensywne, świetnie napigmentowane i trwałe.




Poniżej możecie zobaczyć, jak poszczególne kolory wyglądają na skórze. Nałożone są na mokro, dlatego mogą wydawać się trochę ciemniejsze, niż są w rzeczywistości, ale na pierwszy rzut oka widać, że pigmentacja jest naprawdę powalająca:


Jestem pozytywnie zaskoczona jakością mineralnych cieni Neauty Minerals. Są trwałe, wydajne i bardzo dobrze napigmentowane. Nie osypują się, nie zbierają w załamaniu powiek i nie bledną w ciągu dnia. Każdy z cieni kosztuje 14,90 zł/1g. Pełną gamę kolorystyczną możecie zobaczyć na stronie internetowej Neauty (klik w obrazek poniżej):



Paleta cieni Death By Chocolate, I ♡ MakeUp - swatche + opinia

Marka MakeUp Revolution i jej siostra - I ♡ MakeUp pojawiła się w blogosferze stosunkowo niedawno, a od razu podbiła serca większości dziewczyn. Mają wiele świetnych kosmetyków, jak np. serduszkowe rozświetlacze, pudry, bronzery, czy pomadki, ale największą furorę robią palety cieni. O ile nie kusiły mnie pierwsze paletki z oferty MUR, tak czekoladki były na mojej liście chciejstw, od kiedy tylko zobaczyłam ich zdjęcia w internecie.

Paleta cieni Death By Chocolate niedawno pojawiła się w moim poście z wiosenną wishlistą, a zaraz potem trafiła do mnie za sprawą sklepu ladymakeup.pl. Jak tylko otworzyłam paczkę, nie mogłam się doczekać, aż zacznę robić pierwsze makijaże z wykorzystaniem tych cieni. Zakochałam się od pierwszego "macania" :D 

Opakowanie naprawdę robi wrażenie - wygląda autentycznie jak tabliczka czekolady, której jestem wielką miłośniczką. Zaskoczyły mnie również rozmiary palety. W swojej kolekcji mam trzy inne, które dotąd wydawały mi się dość duże, ale Death By Chocolate jest naprawdę duża i ciężka! Nie oznacza to jednak, że jest tandetna i źle wykonana - plastik, z którego zrobione jest opakowanie cieni jest naprawdę solidny i dobry jakościowo. Miałam problem z otwarciem palety, co świadczy o tym, że bez problemu możemy wziąć ją w podróż bez obaw, że cienie się pokruszą i wysypią. 

W środku czekolada wygląda naprawdę imponująco - duże, praktyczne lusterko, cienie przykryte folią z nazwami poszczególnych kolorów i duży, dwustronny aplikator (którego i tak nie używam, ale ważne, że jest! :P). Cieszy mnie fakt, że cienie, które w paletach schodzą najszybciej (rozświetlający, perłowy beż i jasny, matowy beż), zostały powiększone i jest ich dwa razy więcej. Mam nadzieję, że paleta będzie mi dzięki temu służyła długo i nie rzucę jej w kąt ze względu na brak ulubionych kolorów :)

Poszczególne cienie co prawda różnią się pigmentacją, ale z dobrą bazą wszystkie robią wrażenie i długo utrzymują się na powiece. Najlepiej wypadają cienie metaliczne i perłowe, trochę gorzej matowe. Wszystkie są piękne, utrzymane w brązowo-beżowej, "czekoladowej" kolorystyce, umożliwiającej wykonanie zarówno dziennych, jak i wieczorowych makijaży. Ich jakość i pigmentacja jest naprawdę bardzo dobra, porównywalna do drogich, markowych palet. Jestem z niej meeeega zadowolona i inne palety poszły już w odstawkę - teraz na co dzień towarzyszy mi Death By Chocolate :)

Poniżej swatche i opisy poszczególnych kolorów:

White Light - typowy beż do pokrycia całej powieki, przestrzeni pod łukiem brwiowym, bądź do rozcierania innych cieni - jasny, w cielistym kolorze, uniwersalny, dobrze napigmentowany i łatwy do nakładania.
Don't Let Go - metaliczny, karmelowy, zimny brąz. Bardzo dobrze napigmentowany.
Break Me Up - matowy, zimny brąz, lekko szary. Pigmentacja dobra, nadaje się do pokrycia całej powieki i rozcierania granic między kolorami.
Consume Me - perłowy, zimny, średni brąz, z delikatnie miedzianym połyskiem. Pigmentacja bardzo dobra.
All is Lost - głęboka, ciemna, matowa czerń. Świetna pigmentacja i świetna trwałość - łatwy do rozcierania przy smokey eye :)

Lick Me - matowy, brudny, pudrowy róż. Jeden z moich ulubionych cieni z paletki :) Gorzej napigmentowany, niż metaliczne cienie, ale ładnie wygląda na powiece i często go używam do codziennych makijaży.
Fool's Gold - metaliczne złoto. Świetnie napigmentowane, z mnóstwem drobinek, idealne do makijażu na imprezę, bądź większe wyjście.
One More Bar - matowy, ciepły brąz, typowa mleczna czekolada. Kolejny cień, którego używam praktycznie na co dzień i którego najszybciej mi ubywa. Pigmentacja bardzo dobra. 
Devour Me - matowy, zimny, ciemny brąz, z lekką domieszką fioletu. Pigmentacja bardzo dobra.
Tear the Wrapper - metaliczne, miedziane złoto. Pigmentacja bardzo dobra. 
Love You to Death - satynowy, śliwkowy fiolet. Pigmentacja dobra. 

Pray for Me - metaliczny brąz, który określiłabym jak stare złoto. Pigmentacja bardzo dobra.
Dipped - metaliczny brąz z domieszką srebra/szarości. Pigmentacja bardzo dobra.
Tease Me - metaliczne, ciemne srebro. Pigmentacja bardzo dobra.
Set Me Free - perłowe, jasne srebro. Pigmentacja dobra.
Bring Down Angels - jasny, perłowy beż, z delikatną nutą wanilii. Idealny do rozświetlania kącika oka, może służyć także jako rozświetlacz do kości policzkowych, bądź rozświetlacz do ciała. Pigmentacja bardzo dobra, daje efekt błyszczącej tafli. 

Zarówno sam wygląd palety, jak i kolory cieni tak mi się spodobały, że mam ochotę również na drugą wersję czekoladowej palety - I Heart Chocolate. Nie wspominam już o świetnej jakości i pigmentacji, bo widać to na zdjęciach powyżej :) 

Death By Chocolate kosztuje obecnie ok. 40 zł, a kupić możecie ją w sklepie ladymakeup.pl, który gorąco polecam, ze względu na baaaardzo szeroką ofertę produktów do makijażu - zerknijcie same! :)


Lily Lolo, Natural Mascara, Naturalny tusz do rzęs

Pora na kolejną część przygody z minerałami Lily Lolo. Po przetestowaniu kosmetyków do makijażu twarzy, powoli przenoszę się na makijaż oczu :) Pokazywałam Wam już paletę cieni Laid Bare, obecnie testuję jeszcze inny cień w słoiczku, a dziś skupimy się na rzęsach. Według producenta, Naturalna maskara Lily Lolo ma pogrubić i wydłużyć rzęsy, jednocześnie dodając im objętości. Delikatna formuła zapewnia łatwą aplikację i sprawia, że maskara szybko wysycha i nie rozmazuje się.

Opakowanie jest utrzymane w biało-czarnej kolorystyce, matowe, smukłe i eleganckie - typowe dla kosmetyków LL. Dodatkowo tusz zapakowany jest w kartonik, wyposażony w skład i datę ważności. Tusz jest naturalny, więc ma nieco inną konsystencję, niż tusze drogeryjne. Jest gęsty, suchy i na początku sprawiał mi niemałe problemy przy nakładaniu - za każdym razem uzyskiwałam efekt "owadzich nóżek". Rzęsy były posklejane i wyglądały nieestetycznie. Z biegiem czasu nauczyłam się go używać tak, żeby rzęsy jako tako wyglądały. I choć to nie jest efekt, jakiego się spodziewałam, jestem zadowolona :)


Szczoteczka jest klasyczna, nie silikonowa, ma tradycyjny, zwężany ku górze kształt, a włoski są grube i gęsto rozstawione. Niestety, szczotka nabiera o wiele za dużo kosmetyku i za każdym razem trzeba nadmiar wycierać chusteczką. Niemniej jednak dobrze operuje się nią na oku i bez problemu pokrywa wszystkie, nawet najmniejsze rzęsy.

Natural Mascara na pewno wydłuża i pogrubia rzęsy - z tym zgodzę się w 100%. Czy nadaje im objętości - z pewnością tak. Niestety, lubi też sklejać, co dla mnie jest uciążliwe, bo lubię idealnie rozdzielone i podkręcone włoski. Podoba mi się kolor tuszu. Głęboka, matowa czerń, bez żadnych przebłysków szarości.

W składzie znajdziemy m.in wosk karnauba, słonecznikowy i ryżowy, wyciąg z produktów fermentacji bakterii Lactobacillus, olej arganowy i olej różany. Znacie jakiś inny tusz, który zawierałby tyle składników pochodzenia naturalnego? :) Mam wrażenie, że regularne używanie maskary delikatnie wzmacnia rzęsy i je przyciemnia, ale być może to zasługa czegoś innego - ciężko mi stwierdzić.


Efekt, jaki uzyskuję na moich rzęsach przy użyciu tego tuszu, widzicie na zdjęciu poniżej (można powiększać). Nie jest idealnie, ale posklejane rzęsy można wyczesać grzebykiem - tutaj nałożyłam jedną warstwę tuszu i nic z nim nie robiłam.





Tusz kosztuje obecnie 59,90zł/7ml, a kupić możecie go w sklepie Costasy. Kliknięcie w zdjęcie poniżej przekieruje Was na stronę sklepu:



INNE POSTY Z KOSMETYKAMI LILY LOLO:
♥  Korektor mineralny
♥  Naturalna szminka do ust French Flirt
♥  Podkład Warm Honey i pędzel Super Kabuki
♥  Naturalny krem BB
♥  Puder Flawless Matte
♥  Eyebrow Duo Light
♥  Paleta cieni Laid Bare + swatche



AddThis