Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily Lolo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily Lolo. Pokaż wszystkie posty

Lily Lolo, Natural Mascara, Naturalny tusz do rzęs

Pora na kolejną część przygody z minerałami Lily Lolo. Po przetestowaniu kosmetyków do makijażu twarzy, powoli przenoszę się na makijaż oczu :) Pokazywałam Wam już paletę cieni Laid Bare, obecnie testuję jeszcze inny cień w słoiczku, a dziś skupimy się na rzęsach. Według producenta, Naturalna maskara Lily Lolo ma pogrubić i wydłużyć rzęsy, jednocześnie dodając im objętości. Delikatna formuła zapewnia łatwą aplikację i sprawia, że maskara szybko wysycha i nie rozmazuje się.

Opakowanie jest utrzymane w biało-czarnej kolorystyce, matowe, smukłe i eleganckie - typowe dla kosmetyków LL. Dodatkowo tusz zapakowany jest w kartonik, wyposażony w skład i datę ważności. Tusz jest naturalny, więc ma nieco inną konsystencję, niż tusze drogeryjne. Jest gęsty, suchy i na początku sprawiał mi niemałe problemy przy nakładaniu - za każdym razem uzyskiwałam efekt "owadzich nóżek". Rzęsy były posklejane i wyglądały nieestetycznie. Z biegiem czasu nauczyłam się go używać tak, żeby rzęsy jako tako wyglądały. I choć to nie jest efekt, jakiego się spodziewałam, jestem zadowolona :)


Szczoteczka jest klasyczna, nie silikonowa, ma tradycyjny, zwężany ku górze kształt, a włoski są grube i gęsto rozstawione. Niestety, szczotka nabiera o wiele za dużo kosmetyku i za każdym razem trzeba nadmiar wycierać chusteczką. Niemniej jednak dobrze operuje się nią na oku i bez problemu pokrywa wszystkie, nawet najmniejsze rzęsy.

Natural Mascara na pewno wydłuża i pogrubia rzęsy - z tym zgodzę się w 100%. Czy nadaje im objętości - z pewnością tak. Niestety, lubi też sklejać, co dla mnie jest uciążliwe, bo lubię idealnie rozdzielone i podkręcone włoski. Podoba mi się kolor tuszu. Głęboka, matowa czerń, bez żadnych przebłysków szarości.

W składzie znajdziemy m.in wosk karnauba, słonecznikowy i ryżowy, wyciąg z produktów fermentacji bakterii Lactobacillus, olej arganowy i olej różany. Znacie jakiś inny tusz, który zawierałby tyle składników pochodzenia naturalnego? :) Mam wrażenie, że regularne używanie maskary delikatnie wzmacnia rzęsy i je przyciemnia, ale być może to zasługa czegoś innego - ciężko mi stwierdzić.


Efekt, jaki uzyskuję na moich rzęsach przy użyciu tego tuszu, widzicie na zdjęciu poniżej (można powiększać). Nie jest idealnie, ale posklejane rzęsy można wyczesać grzebykiem - tutaj nałożyłam jedną warstwę tuszu i nic z nim nie robiłam.





Tusz kosztuje obecnie 59,90zł/7ml, a kupić możecie go w sklepie Costasy. Kliknięcie w zdjęcie poniżej przekieruje Was na stronę sklepu:



INNE POSTY Z KOSMETYKAMI LILY LOLO:
 Korektor mineralny
♥  Naturalna szminka do ust French Flirt
♥  Podkład Warm Honey i pędzel Super Kabuki
♥  Naturalny krem BB
♥  Puder Flawless Matte
♥  Eyebrow Duo Light
♥  Paleta cieni Laid Bare + swatche



Lily Lolo, Eyebrow Duo Light

Jeszcze rok temu nie wiedziałam nawet, że istnieje coś takiego, jak makijaż brwi. Teraz bez podkreślonych brwi czuję się nago (?) i nie jestem w stanie wyjść z domu bez ich pomalowania. Dawniej malowanie brwi kojarzyło nam się z dwoma czarnymi kreskami, nierówno nakreślonymi kredką do powiek, ale teraz dużo się zmieniło. Podkreślone, wyregulowane brwi są w modzie i uważam, że to trend, którego warto się trzymać ;)


Do niedawna używałam w tym celu brązowej kredki do brwi, znalezionej w którymś z poprzednich edycji ShinyBoxa. Teraz, gdy w moje ręce wpadło Eyebrow Duo od Lily Lolo, kredka poszła w odstawę ;) Okrągłe, malutkie pudełeczko z lusterkiem zawiera dwa produkty - cień i wosk, który utrzymuje włoski na swoim miejscu i utrwala makijaż. Duo dostępne jest w trzech odcieniach. Ja postawiłam na Light, czyli najjaśniejszy kolor, polecany raczej dla blondynek, ale trafiłam idealnie. Medium byłby dla mnie zbyt ciepły, a Dark zbyt ciemny. 


Zarówno cień, jak i wosk, nakładam dwustronnym pędzelkiem. Cień nie osypuje się, jest dobrze napigmentowany, dobrze się rozprowadza i bez problemu kryje wszystkie ubytki w brwiach :) Wosk za to świetnie usztywnia włoski - tak, jak je ułożę rano, tak wytrzymują do wieczora. Dzięki temu duetowi moje brwi wyglądają dobrze przez cały dzień. Są podkreślone, ale nie przerysowane. 


Kolor cienia w opakowaniu może i wygląda na bardzo jasny, ale nałożony na brwi ciemnieje i wygląda bardzo naturalnie. Jest chłodny, szaro-brązowy i dobrze dopasowuje się do naturalnego odcienia moich włosków. Zobaczcie same:


Oprócz tego, jak na mineralny kosmetyk przystało, ma naturalny skład - zawiera olejek jojoba i olejek rycynowy, który dodatkowo świetnie pielęgnuje włoski. Jest również niesamowicie wydajny. Po ponad 2 miesiącach prawie codziennego używania, z opakowania nie ubyło praktycznie nic. Zdecydowanie polecam, szczególnie dziewczynom, które preferują naturalnie wyglądające, ale ładnie podkreślone brwi. Eyebrow Duo kosztuje 42,90 zł, a nabyć możecie je w sklepie COSTASY.PL.


Lily Lolo, Laid Bare Eye Palette + swatche (dużo zdjęć!)

W makijażu oczu stawiam na neutralne, niekrzykliwe brązy, beże, połyskujące, blade róże, a niekiedy czerń i granat - wtedy, kiedy idę na imprezę i mam ochotę na smokey eye. Innych kolorów nie używam, bo są dla mnie za odważne, a może też dlatego, że nie umiem ich odpowiednio używać? :) W każdym razie, gdy zobaczyłam paletę cieni Laid Bare od Lily Lolo, od razu wiedziałam, że będzie moja. Przecież to połączenie wszystkich moich ulubionych kolorów!


Laid Bare Eye Palette to 8 mineralnych cieni, zamkniętych w eleganckiej paletce, wyposażonej w lusterko i dwustronny, gąbkowy aplikator. Pacynka widoczna na zdjęciu poniżej jest ładna i dobrze wykonana, ale nie wiem, czy ktoś jeszcze używa takich rzeczy do nakładania cieni? :) Sama paleta jest naprawdę solidna, dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, malutka, ale piękna i mega elegancka! Jest plastikowa, ale trwała - przeżyła już dwa upadki i ani cienie, ani lusterko nie ucierpiało. Jakością opakowania był zachwycony nawet mój mężczyzna, więc musicie uwierzyć, że naprawdę zaskakuje :D


Warto też wspomnieć, że paleta jest dodatkowo zapakowana w zaklejony kartonik, więc przy zakupie mamy pewność, że nikt wcześniej nie macał naszych cieni. 

Po wcześniejszych doświadczeniach z minerałami wiem, że niektóre są mocno napigmentowane, a niektóre praktycznie wcale. W przypadku tej paletki wcale tak nie jest - wszystkie kolory są takie same, jeżeli chodzi o poziom napigmentowania. Cienie są "mokre", kremowe i nie pylą tak, jak cienie sypkie LL. Nakładają się bezproblemowo - trochę gorzej jest z rozcieraniem i łączeniem kolorów, bo lubią trochę tracić na pigmentacji (tak samo było w przypadku cieni La Rosa i Annabelle Minerals - taki urok minerałów), ale gdy już osiągnę zadowalający mnie efekt, mogę się nim cieszyć praktycznie cały dzień, bo są bardzo trwałe. 




Na zdjęciu wyżej wszystkie osiem cieni, które mają nawet swoje nazwy :) Od lewej:

Stark Naked – mat, subtelny różowy beż
Au naturel – połyskujący, lekko różowy beż
Skinny Dip – połyskujący, złoty beż
Shy Away – połyskujący, przydymiony brąz
Lody Godiva – połyskujący, głębokie złoto
Birthday Suit – mat, szary brąz
Exhibitionist – mat, oliwkowy brąz
Exposed – półmat, ciemny grafit

Najczęściej w użyciu są u mnie Au Naturel (świetny do rozświetlania kącika), Skinny Dip, Shy Away, Lody Godiva (przepiękne, błyszczące złoto!) i matowy, idealny brąz - Birthday Suit. Nie mówię, że reszta mi się nie podoba - wszystkie są naprawdę ładne i ciężko wybrać mi swojego ulubieńca :) Po prostu wymienione kolory pozwalają mi na stworzenie dziennego, delikatnego makijażu.

Poniżej wszystkie cienie w naturalnym świetle dziennym:


A tutaj w pełnym słońcu (zobaczcie jak błyszczą! <3):




Paletkę możecie dostać w sklepie COSTASY, a jej aktualna cena to 105,90zł, co dla niektórych może być dość dużą kwotą. Uważam jednak, że za taką jakość i trwałość warto zapłacić tyle kasy :) Jest też dostępna wersja Enchanted, dobra dla dziewczyn lubiących mocniejszy makijaż. Laid Bare nada się zarówno do wykonania delikatnego dzienniaka, jak i mocnego, wieczorowego, ciemnego makijażu. 

Jak Wam się podobają mineralne cienie z palety Laid Bare? Które najbardziej wpadły Wam w oko? :)


Ideał: Lily Lolo, Puder sypki Flawless Matte

Wolicie używać pudrów sypkich, czy prasowanych? Ja przyznam, że dopiero niedawno poznałam magię sypkich kosmetyków - teraz prasowane róże, pudry i cienie poszły w odstawkę. W moim makijażu królują minerały. Powiem Wam w tajemnicy, że jak na razie Lily Lolo jest na prowadzeniu :) Nie zawiodłam się na żadnym z kosmetyków sygnowanych tą marką. I choć poznałam kilka innych mineralnych firm, to właśnie po LL sięgam najczęściej. 


Recenzję tego pudru długo odwlekałam w czasie, choć przyznam, że sama nie wiem czemu, bo wystarczyłoby napisać jedno słowo: HIT. Flawless Matte jest dla mnie idealny w każdym calu, od opakowania, przez skład, konsystencję, aż po efekt, jaki dzięki niemu uzyskuję. Ale wszystko po kolei :)

Skoro już przy opakowaniu jesteśmy, nie dodam nic nowego, bo wszystko napisałam już przy okazji innych recenzji minerałów tej marki - jest typowe dla Lily Lolo, więc nie będę się rozpisywać. Czarno-biały, matowy słoiczek z sitkiem, które można zamknąć. Wygodny, elegancki, solidny. Puder można włożyć do torebki, bez obawy o to, że się wysypie. 


Puder ma postać białego, bardzo drobno zmielonego, bezzapachowego proszku. Jest transparentny, więc nie musimy martwić się źle dobranym kolorem. Nie bieli, nie pyli się, bardzo dobrze nakłada go się pędzlem typu kabuki. Nie zmienia koloru podkładu (jak robiły to niektóre niby-transparentne pudry innych firm) i nie tworzy nieestetycznych plam. 

Używam go do wykończenia makijażu, a efekt, jaki dzięki niemu uzyskuję jest w pełni zadowalający. Moja cera jest mieszana - tłusta w strefie T, więc czoło, broda i nos mają skłonności do świecenia się. Niewielka ilość Flawless Matte zapewnia mi nieskazitelny efekt matu, który utrzymuje się spokojnie 3-4 godziny. Zmniejsza widoczność porów, nie wchodzi w zmarszczki i optycznie wygładza skórę. 


Ze względu na problematyczną cerę, ważny dla mnie jest fakt, że puder nie zapycha porów, nie wysusza i nie uczula. Skład jest krótki i prosty: znajdziemy w nim tylko glinkę porcelanową i mikę. W tym przypadku im mniej, tym lepiej :)

To jeszcze nie koniec zachwytów! Pudru można używać zarówno na, jak i pod podkład. Użyty w ten drugi sposób, stanowi świetną bazę pod makijaż, wygładza i matowi cerę, a także sprawia, że podkład dłużej się trzyma. 


Tak, jak pisałam wcześniej, ten puder jest dla mnie na chwilę obecną idealny! Nada się zarówno dla posiadaczek cer tłustych, jak i mieszanych. Ładnie matowi twarz na długie godziny, jest wydajny i w 100% naturalny. Za słoiczek o pojemności 7 g musicie zapłacić obecnie 72,90zł, a kupić można go w sklepie Costasy:


Duet idealny - pędzel Super Kabuki i podkład mineralny Warm Honey od Lily Lolo

Choć minerały od Lily Lolo nie są moimi pierwszymi, zdecydowanie zmieniły moje podejście do mineralnego makijażu. Zachwyciły mnie swoją jakością i wciąż chcę więcej! Różnorodność kolorów, a także samych kosmetyków i pędzli jest ogromna, więc jest w czym wybierać :) Dziś będzie o nierozłącznym duecie idealnym - pędzlu Super Kabuki i podkładzie Warm Honey.


Zacznę od pędzla. Do tej pory wszystkie mineralne podkłady nakładałam flat topem (najczęściej Hakuro H50S). Wydawało mi się, że to najlepszy sposób na sypkie kosmetyki - stemplowałam sobie całą twarz i efekt był zadowalający. Super Kabuki pokochałam od pierwszego użycia i szybko zmieniłam zdanie :) Sam pędzel jest niewielki (ma 7 cm wysokości), ale trzonek ma na tyle duży i szeroki, żeby wygodnie i pewnie trzymało się go w ręce.


Włosie jest syntetyczne, ale mięciutkie i sprężyste. Włosków jest baaaardzo dużo, co sprawia, że pędzel jest gęsty, zbity i nie "zjada" podkładu. Zazwyczaj zanurzałam go w podkładzie mineralnym, strzepywałam nadmiar kosmetyku, a następnie trzonkiem stukałam o blat. Wtedy pylenie ograniczało się do minimum i nie marnowałam podkładu :) Efekt, jaki uzyskujemy przy pomocy Super Kabuki różni się od tego, którym raczył mnie flat top. Nie jest płaski, a bardzo naturalny i "świeży". I pomyśleć, że na początku chciałam używać tego pędzla tylko do pudru...


Dodam jeszcze, że Kabuki jest trwały - przez 2 miesiące codziennego używania nie wypadł mi z niego ani jeden włos - i bardzo łatwo się go czyści, bo podkład nie wchodzi do środka :) Jest moim mega odkryciem i nie zamienię go już na żaden inny. No, chyba że przerzucę się całkowicie na podkłady płynne, wtedy będzie mi pudrował nosek ;)

Przejdźmy do samego podkładu. Minerały od Lily Lolo nie mają podziału na matujące, kryjące i rozświetlające. Są podzielone tylko na odcienie, a jest ich naprawdę multum, więc spokojnie, każda dobierze dla siebie odpowiedni. Mój wybór padł na Warm Honey, odcień ciepły, dla średnich karnacji. Zamknięty oczywiście w pięknym, matowym, biało czarnym słoiczku. Sitko jest zamykane, więc podkład można bez problemu zabrać w podróż.


Podkład jest naprawdę drobno zmielony, co sprawia, że na twarzy wygląda bardzo naturalnie i świeżo - nie podkreśla rozszerzonych porów i nie wchodzi w zmarszczki (co miało miejsce w przypadku podkładu AM). Krycie jest na poziomie średnim, co na początku mnie trochę zmartwiło, bo jak wiecie, mam dużo do zatuszowania, ale z tym, czego nie zakryje podkład, świetnie radzi sobie korektor Lily Lolo [KLIK]. Poza tym, dla lepszego efektu krycia, zawsze mogę dołożyć sobie kolejną warstwę kosmetyku. W moim przypadku wystarczały dwie cieniutkie warstewki, nałożone oczywiście pędzlem Super Kabuki :)


Odcień, który sobie wybrałam obecnie jest dla mnie trochę za ciemny, bo brak słońca i witaminy D sprawił, że nagle zrobiłam się strasznie blada, ale jeszcze miesiąc temu był ok. Nie tworzy efektu maski, nie odcina się od szyi i idealnie wtapia w naturalny odcień cery. Warto zwrócić uwagę na jego skład: Mika, Tlenek Cynku, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza, Ultramaryna - cudo! Nie zapycha, a wręcz przeciwnie, pomaga leczyć zmiany trądzikowe, a w dodatku zawiera SPF 15, więc jest idealny dla osób, które np. przechodzą kurację kwasami. Wygląda dobrze nawet po całym dniu noszenia (mat trzyma się 3-4 h), nie warzy się i nie wchodzi w pory - ideał! :)

Podkład kosztuje 72,90zł/10g, a pędzel Super Kabuki 79,90zł. Kupić możecie je w sklepie Costasy. Kliknijcie w obrazek poniżej:




Korektor mineralny Lily Lolo - dlaczego jest lepszy od kamuflażu Catrice?

Moja cera nie jest idealna. Mam przebarwienia, blizny, wypryski - typowe dla cery trądzikowej "objawy", które są trudne do zamaskowania. Dobrze kryjący korektor jest więc w mojej kosmetyczce niezbędny. Do tej pory moim ulubieńcem był kamuflaż Catrice, ale gdy w pełni przerzuciłam się na makijaż mineralny, szybko zdetronizował go Mineral Concealer Lily Lolo, który oczarował mnie nie tylko porównywalnym do kamuflażu stopniem krycia, ale też innymi właściwościami.


Korektor zamknięty jest w uroczym, niewielkim pojemniczku o pojemności 4 g. Może Wam się wydawać, że to mało, ale uwierzcie że wystarczy na długie miesiące. Słoiczek jest typowy dla Lily Lolo: biało-czarny, matowy, wyposażony w sitko, które ułatwia aplikację kosmetyku. Sitko jest zabezpieczone przed niekontrolowanym wysypywaniem się proszku, więc spokojnie możemy zabrać korektor w podróż ;)


Wybrałam sobie kolor Caramel, który jest jednym z ciemniejszych wśród 6 dostępnych odcieni (możecie podejrzeć TUTAJ), ale posiada żółte tony i pięknie dopasowuje się do ciepłej, średniej karnacji. Jest drobno zmielony, łatwo się  go nakłada (w moim przypadku flat top Hakuro H50S) i dobrze trzyma się skóry. Ponadto nie odcina się od koloru podkładu, nie tworząc efektu maski.

Krycie jest fenomenalne! Tak jak pisałam wcześniej, można je porównać do kamuflażu Catrice - korektor Lily Lolo zakryje wszystko :) Od drobnych wyprysków, przez przebarwienia, aż po stare potrądzikowe blizny. Nadaje się również pod oczy, trzeba tylko uważać, żeby nie przesadzić z jego ilością, bo może wchodzić w zmarszczki. Nałożony w odpowiedniej ilości zatuszuje nawet największe "skutki dnia wczorajszego", czyli cienie i worki pod oczami. 

Skoro już porównuję go do kamuflaża z Catrice, muszę wspomnieć o kwestii, która sprawia, że jednak korektor Lily Lolo jest od niego o niebo lepszy. Domyślacie się, o co może chodzić? Rzecz jasna, o skład. Mineralne cudo ma w składzie tylko kaolin, tlenek cynku, dwutlenek tytanu i tlenki żelaza, podczas, gdy kamuflaż to głównie parafina i silikony. Posiadaczki takiej cery jak ja z pewnością docenią brak chemicznych składników, które zamiast maskować nieprzyjaciół i pomagać się ich pozbyć, powodują pogarszanie stanu skóry.


Korektor mineralny Lily Lolo jest świetny dla posiadaczek cer trądzikowych, tłustych i problematycznych - nie tylko idealnie maskuje niedoskonałości, ale też (ze względu na naturalny, mineralny skład) pomaga się ich pozbyć. Jest trwały, wygląda naturalnie na twarzy, nie zapycha i nie znika w ciągu dnia. Oprócz czterech typowo beżowych, kolorowych korektorów, dostępne są też dwa z innej kategorii: zielony i żółty, do zadań specjalnych. Każda znajdzie coś dla siebie :)

Mineral Concealer Lily Lolo kosztuje obecnie 42,90zł/4g, a możecie go kupić w sklepie COSTASY.


Francuski flirt z Lily Lolo

Uwielbiam czerwień na ustach. Większość moich szminek jest właśnie w odcieniu czerwieni. Zimna, ciepła, krwista, pomidorowa - nieważne. Ważne, żeby była czerwona, bo właśnie w takim kolorze czuję się najlepiej :)

Szminki są jednak różne. Większość niestety wysusza delikatną skórę warg, są też takie, które nic z nimi nie robią. A co, gdyby powstała naturalna szminka, która nawilża i pielęgnuje usta, a w dodatku ma piękny kolor?



Odpowiedź jest prosta: malowałabym się nią codziennie. No i maluję, bo taka szminka istnieje (!!!), chociaż wcześniej o niej nie słyszałam :) Mowa o Natural Lipstick od Lily Lolo, która dostępna jest w dziesięciu kolorach. Ja postawiłam na ciepłą, stonowaną czerwień, idealną na jesień, czyli French Flirt. 

Producent zapewnia, że "wyjątkowa, naturalna formuła kremowych szminek Lily Lolo gwarantuje głęboki kolor oraz fantastyczne nawilżenie. Każdy odcień daje piękny, naturalny połysk. Ponadto, dzięki zawartości witaminy E oraz ekstraktu z rozmarynu, pomadki Lily Lolo odpowiednio odżywią Twoje usta." Jak jest w praktyce?



Będę to pisać przy każdej recenzji kosmetyków Lily Lolo (a jeszcze kilka ich będzie :P) - ich nowe opakowania są po prostu idealne! Biało-czarne, matowe, eleganckie, proste, minimalistyczne, solidne, dobrze wykonane. Takie opakowania powinny mieć wszystkie kosmetyki kolorowe :)

Konsystencja szminki jest idealna - nie za miękka, nie za twarda, kremowa, sunie po ustach jak masło. Mimo naturalnego składu, sztyft zachowuje swoją postać nawet pod wpływem wysokiej temperatury i nie rozpuszcza się. Francuski Flirt świetnie się rozprowadza, nie zbiera się w załamaniach i nie podkreśla suchych skórek, co dla mnie jest bardzo ważne, bo często zapominam o peelingu.



Kolor zachwycił mnie swoją intensywnością - spodziewałam się raczej czegoś transparentnego, czegoś w stylu Color Whisper. Szminka jednak już po jednej warstwie kryje całkiem przyzwoicie. Jeżeli chodzi o trwałość, nie jest zaskakująco duża, bo około 3-4 godzin bez jedzenia i picia. Na szczęście "zjada się" równomiernie, więc nie ma obaw, że zostanie nam tylko kontur. 

Zerknijcie tylko na skład (zdjęcie powyżej) :) Znajdziecie w nim m.in. olej rycynowy, olej jojoba, naturalne woski, olej słonecznikowy, ekstrakt z rozmarynu i witaminę E. Nic więc dziwnego, że szminka oprócz tego, że ma piękny kolor, pielęgnuje i nawilża usta. A tak prezentuje się w całej okazałości:



Pięknie wygląda na ustach i jest idealna na jesień :) Oprócz tego rzeczywiście nawilża i pielęgnuje - wcześniej miałam problem z suchymi i spierzchniętymi ustami, a teraz, gdy regularnie maluję się French Flirt'em, mogę o tym problemie zapomnieć. Jest moim hitem i pragnę innych kolorów, jest tylko jedno ALE: gdyby tylko trzymała się ust trochę dłużej... 

Naturalna szminka Lily Lolo kosztuje obecnie 48,90zł/4g, a możecie kupić ją w sklepie COSTASY.



Nowość od Lily Lolo, BB Cream Medium

Jak wiecie, kremy BB nie są rzeczą niezbędną w mojej kosmetyczce. Te, których używałam do tej pory, nie powaliły mnie swoimi właściwościami. Albo zapychały, albo wysuszały moją problematyczną cerę, a w dodatku próżno było w nich szukać jakiegokolwiek krycia.


Odkąd przerzuciłam się prawie w 100% na naturalną pielęgnację i makijaż, większą wagę przykładam do tego, co nakładam na twarz. Bez wahania więc wzięłam się za intensywne testowanie Kremu BB od Lily Lolo, w skład którego wchodzą odżywcze składniki o właściwościach przeciwstarzeniowych i nawilżających oraz mineralne pigmenty zapewniające wyrównanie kolorytu cery. Zdecydowałam się na ciemniejszy z dwóch dostępnych odcieni, czyli Medium.


Nowe opakowania minerałów Lily Lolo są po prostu fenomenalne! Biało-czarne, eleganckie, matowe i minimalistyczne. To zdecydowanie coś, co lubię ;) Krem BB jest zamknięty w tubce o pojemności 40 ml, dodatkowo wyposażonej w pompkę, co znacznie ułatwia nakładanie go na twarz. Aplikator nie zacina się, nie pryska i odmierza odpowiednią ilość kosmetyku. Pachnie pięknie, cytrusowo-orientalnie, zdecydowanie można w nim wyczuć obecność naturalnych składników. 


Konsystencja kremu jest na pierwszy rzut oka dość gęsta i treściwa, ale bezproblemowo rozprowadza się na skórze, dając subtelny, pudrowy efekt. Nie roluje się, nie zostawia smug czy plam i nie wysycha za szybko, więc w razie czego można wykonać małe poprawki. Krycie jest raczej niskie, ale kosmetyk pięknie wtapia się w naturalny odcień cery, wyrównując jej koloryt i maskując drobne zaczerwienienia i niedoskonałości. 


Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam zdecydowaną poprawę nawilżenia skóry, a także jej wygładzenie. Jako, że mam wiele do ukrycia, używałam BB Cream jako bazy pod podkład. Także w tej roli sprawdza się świetnie - dobrze współgra zarówno z minerałami, jak i podkładami płynnymi. Makijaż wygląda na twarzy dobrze, nie ma mowy o efekcie maski, a w dodatku nie zapycha i nie zawiera silikonów, jak inne bazy. 

Na koniec zerknijcie na skład. Jest naprawdę dobry, pełno w nim naturalnych wyciągów i olejów - nic więc dziwnego, że ma zbawienny wpływ na cerę:


Krem BB od Lily Lolo możecie kupić w sklepie COSTASY. 
40 ml tubka kosztuje 65,90zł, a dostępne są dwa odcienie - Light oraz Medium.


AddThis