Tusz do rzęs: Mary Kay Lash Love w akcji

Kosmetyki do makijażu Mary Kay kusiły mnie od dawna. Były dla mnie jednak czymś ekskluzywnym. Czymś, na co muszę długo zbierać, żeby w końcu sobie to kupić, a potem bardzo oszczędnie używać, żeby służyło jak najdłużej. Nie oszukujmy się, Mary Kay to tzw. "górna półka" i nie każdy może sobie pozwolić na tusz do rzęs za 70 zł, szczególnie, jeśli nie mamy pewności, że spełni nasze oczekiwania.

W moje ręce wpadła miniatura tuszu Lash Love, który zbiera same dobre opinie w internetach. Na początku spodobał mi się sposób, w jaki zapakowano maskarę. Oprócz tradycyjnej, czarnej buteleczki ze srebrnymi napisami, Lash Love jest opakowany w uroczy kartonik, zawierający datę ważności i inne niezbędne informacje.


Producent pisze:

Podkreśla. Chroni. Znacznie pogrubia rzęsy bez efektu ciężkości.
Innowacyjna, elastyczna szczoteczka dociera nawet do najmniejszych rzęs. Rzęsy wydają się grubsze, bardziej gęste i podkręcone. Innowacyjny kompleks składników Panthenol-Pro™ i witamina E, nawilżają i wzmacniają rzęsy. Chroni rzęsy przed nadmierną łamliwością.
Szczoteczka:
- dociera do nawet najmniejszych, trudno dostepnych rzęs
- rozdziela rzęsy
- zapewnia aplikacje właściwej ilości tuszu
- zapobiega sklejaniu się rzęs


A jak jest w praktyce?

Zacznijmy od szczoteczki. Silikonowa, elastyczna, z ogromną ilością gęsto rozmieszczonych "włosków". Wygodna w użyciu. Choć na początku trochę kłuła w powiekę i zdarzało mi się popłakać przy malowaniu rzęs, po kilku próbach udało mi się ją opanować :P
Dokładnie pokrywa tuszem każdy włosek już od nasady i świetnie rozdziela - nie ma mowy o sklejaniu i "owadzich nóżkach". Ma odpowiednią wielkość, nie jest ani za duża, ani za mała (można porównywać do szczoteczki z tuszu Pump Up z Lovely - jeśli ktoś wie jak ona wygląda, to MK wielkością się nie różni).


Moje rzęsy bez tuszu są niemal niewidoczne. Może nie tak tragicznie krótkie, ale cienkie i jasne, więc nie ma mowy o wyjściu 'na miasto' bez maskary :P Od tuszu oczekuję przede wszystkim wydłużenia i rozdzielenia, na pogrubieniu aż tak bardzo mi nie zależy.

Lash Love sprawdza się świetnie. Rzęsy są znacznie wydłużone, rozdzielone i podkręcone. Nie zostawia grudek, nie skleja, nie odbija się na powiece. A taki efekt, jak poniżej, można osiągnąć po nałożeniu jednej warstwy:

Przepraszam za mało wyraźne rzęsy, cały czas uczę się robić zdjęcia oczu :(


Przy dwóch warstwach można już sobie zrobić ładną "firankę", ale dobrze wtedy użyć grzebyka. Jest bardzo trwały - przez calutki dzień nie ma mowy o rozmazywaniu, czy kruszeniu się. Także podczas demakijażu nie sprawia problemów, zmywa się bardzo łatwo. 

Byłby moim ideałem, gdyby nie to, że jest taki drogi. Efekty i trwałość są powalające, aż kusi mnie, żeby kupić pełnowartościowe opakowanie (70 zł/8g) :P Jest także dostępna wersja Lenghtening, czyli typowo wydłużająca. 



22 komentarze:

  1. Jak na jedną warstwę to efekt świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, bardzo ładnie wydłuża :)

      Usuń
  2. Od razu przyszła mi do głowy taka myśl- zawsze, ale to zawsze, gdy kupowałam sobie coś naprawdę ekskluzywnego, to czyniłam podobnie. Stosowałam produkt oszczędnie, od święta, aż minął termin jego przydatności, a produkt zalegał w opakowaniu. Jakoś nie potrafię wyzbyć się tego nawyku.

    Nie podoba mi się szczoteczka. Zdecydowanie wolę grube i gęsto ,,owłosione" typu Max Lash Bell. Efekt jest spektakularny, a cena kosmetyku w najdroższej drogerii nie przekracza 12zł.
    Jestem ciekawa jaka jest żywotność tego tuszu. Czy pełnowymiarowy wystarczy na 3 miesiące i w tym czasie nie zrobi się zbyt gesty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo. Czy to z kremami, czy z perfumami. Jak coś jest ekskluzywne, to trzeba oszczędzać :)

      Ewuniu, naprawdę nie mam pojęcia jak jest z wydajnością tego tuszu. Miniatura miała bodajże 2,5g i służyła mi ponad miesiąc. Nie zaschła, ale szczoteczka po prostu już nic nie nabierała, dlatego go wyrzuciłam. Max Lash Bell nie znałam, muszę oblukać co i jak :)

      Usuń
    2. Słonko, często są dostępne w Biedronce w zabezpieczającym blistrze,
      Dzisiaj próbowałam dostać go w drogerii, ale jak zobaczyłam, że ekspedientka otwiera buteleczkę, chcąc pokazać mis szczoteczkę (testerów oczywiście ni mają) to podziękowałam. Nie zaryzykuję uczulenia.
      Jednego razu byłam świadkiem, jak się panienki ,,psikały" wodami i malowały wystawionymi na sprzedaż kosmetykami. Od tej pory nie kupuję kolorówki bez zabezpieczeń producenta :(

      Chciałam Ci link podrzucić do recenzji tego tuszu, ale chyba o nim dotąd nie napisałam.

      Usuń
    3. Ja też się łapię na tym - używam czegoś od lat, a nigdy nie podzieliłam się swoją opinią o tym produkcie :) Często tak jest, wylatuje z głowy chcąc nie chcąc.

      Ja się już przyzwyczaiłam w sumie, że 80% tego co kupuję w drogerii nie jest nowe... A ekspedientki powinny chyba być szkolone w jakiś sposób. Nie rozumiem jak można próbować sprzedać kobiecie kosmetyk, który przed chwilą otworzyły na jej oczach. Przecież tak nie wolno :/

      Usuń
  3. to jeden z moich ulubionych tuszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty chyba ogólnie lubisz Mary Kay :D
      Ja się nim zachwyciłam, ale za drogi jak na razie, chociaż nie powiem, że nie kusi :D

      Usuń
  4. Jak na jedną warstwę to całkiem nieźle się prezentuje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie jakoś nigdy nie kusiły te kosmetyki, nawet nie wiedziałam, ze są takie drogie!!! Bardzo podoba mi się efekt, taki właśnie lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja po cichu sobie marzyłam o Mary Kay, tak samo jak o Beneficie :)

      Usuń
  6. Nie no jak na jedną warstwę efekt jest rewelacyjny, szkoda, że taka cena, ale coś mi mówi, że warto :) Super zdjęcia zrobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia są już ok, ale to jeszcze nie to, co bym chciała :)
      Dziękuję :*

      Usuń
  7. Mam dwie inne ich maskary, czarną Ultimate Mascara i brązową, wodoodporną Lash Love, są rewelacyjne, jedna i druga, a ta wodoodporna jest na prawdę wodoodporna i nie wygląda glutowato, jak takie mają w swoim zwyczaju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lash Love to mój pierwszy tusz z MK i jestem zadowolona, tamtych jeszcze nie próbowałam :)

      Usuń
  8. Efekt daje naprawdę fajny. Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładnie wygląda na oczach i świetnie rozdziela rzęsy!
    Warto po nią sięgnąć...ale ta cena :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do najtańszych nie należy, ale... kusi strasznie :)

      Usuń
  10. Fajny efekt :-) Mary Kay mnie kusi ale marka nie jest chyba dostępna w Irlandii i nic nie mam;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. efekt jest genialny! strasznie mi się podoba. cena trochę wysoka, ale będę pamiętać o tej maskarze :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Każdy czytam i na każdy staram się odpowiedzieć :)

AddThis